Tag Archive for 'web20'



Mówię nie filmom na Flickr

I say No to videos on Flickr!Kiedy kilka tygodni temu czytałem gdzieś pogłoski o tym, że Flickr chce dodać opcję wideo do swojego serwisu, sądziłem że to tylko plotki. Dziś jednak, ten dowip się stał prawdą.

Flickr zawsze był serwisem ze zdjęciami. Te bywały dobre, rewelacyjne, a czasami mniej. Jakie jednak nie były, oddawały w kadrze moment z życia, zatrzymany czas, chwilę, która będzie trwała wiecznie. Wideo jest absolutnym zaprzeczeniem tej idei i psuje magię fotografii, sprowadzając ją do obrazów jakie widzimy na codzień.

Dlatego jako fotograf-amator sprzeciwiam się pomysłowi sprowadzenia Flickr.com do rangi drugiego YouTube.

Jeśli masz konto na serwisie dołącz do grup: NO VIDEO ON FLICKR!!!, We Say NO to Videos on Flickr i poprzyj akcję.

Zapewne ta akcja jest bezcelowa i mimo protestów Yahoo będzie realizowało swoją strategię biznesową w kierunku stworzenia alternatywy dla YouTube, ale siedząc bezczynnie po prostu akceptujemy zmiany, które zniszczą ideę Flickr.

Nowy bloger na horyzoncie

Mój kolega z teamu i CodeSign PM na EMEA John O’Brien dołączył dzisiaj do blogsfery. To już trzecia osoba z mojego zespołu, która bloguje. Zostało mi przekonać pozostałe 3 osoby…

Więcej na Technet ITblog

Wystarczy jedno słowo…

Codziennie czytam dwie gazety - Irish Independent i Financial Times. Kiedy mieszkałem w Polsce też czytałem dwie - Rzeczpospolitą i Gazetę Wyborczą (czasami by zobaczyć, co każda odważyła się napisać). Teraz, prasę polską czytam przez Internet. W ten sam sposób zbieram informacje z innych źródeł, do nich głównie należą CNN i BBC News.

Kiedyś zauważyłem, że Wyborcza w rożnych porach dnia stosuje różne nazwy linków do artykułów. Czasami brzmią jak zwykłe nagłówki, innymi razy z małej afery robią mega-skandal. Co ciekawe, po kliknięciu na link nagłówek znów przybiera formę “mało drapieżną”.

Jednak dziś zauważyłem w jaki sposób Gazeta Wyborcza niechlubnie wyróżniła się spośród mojej dziennej lektury. Oto, co mam na myśli (zrzut ekranu z iGoogle):

Rzecz o zmarłym australijskim aktorze, Heath Ledger’ze. BBC News i CNN donoszą o badaniach, które wskazały, że aktor przypadkowo przedawkował leki, nazywając swoje nagłówki odpowiednio: “Przypadkowa mieszkanka leków spowodowała śmierć Ledgera” i “Przypadkowe przedawkowanie ustaloną przyczyną śmierci Ledger’a”. Natomiast Wyborcza zastosowała nieco mniej powściągliwą wersję: “Heath Ledger zmarł z przedawkowania leków”. Przesłanie to samo, jednak z goła inne. Zachodnie media natychmiast, bo już w nagłówku, informują czytelnika o tym, że aktor przez przypadek przedawkował leki, gdzie GW informuje o tym dopiero w pełnej treści artykułu.

Pachnie mi to wymuszaniem określonego zachowania czytelnika, coś jak nachalne “Kliknij tutaj by dowiedzieć się więcej”. Nie jestem dziennikarzem, daleko mi do etyki dziennikarskiej, odpowiedniego sposobu wysławiania czy składnego przelewania słów i myśli na papier, jednak sposób w jaki GW podeszła do tego materiału, tak odmienny od zachodnich mediów (CNN i BBC to jakby nie było jest kanon dziennikarstwa), podburzyło moje zaufanie do sposobu prezentowania przez nich informacji.

To był nagłówek z godziny 19. Kiedy piszę tego posta jest 5 minut po północy i link do artykułu o wynikach badania Ledger’a na GW brzmi: “Heath Ledger zmarł, bo przypadkiem przedawkował leki“. Jest to ten sam artykuł, co z godziny 19, jedynie z inną nazwą linku na głównej stronie, który do niego prowadzi.

Stawiam tezę, że GW świadomie modyfikując brzmienie linków na stronie głównej de facto wpływa na jej odwiedzalność i klikalność wyróżnionych w ten sposób artykułów. Byłoby to swoiste przeniesienie “realnych” zachowań rynkowych (bardziej krzykliwa gazeta będzie miała lepszą sprzedawalność, niż mniej krzykliwa na tej samej półce) na platformę WWW. Jeśli moja teza jest prawdziwa, to metody optymalizacji odwiedzalności stron internetowych czy optymalizacji pod kątem wyszukiwania (SEO) powinny być uzupełnione o dokładniejsze badania zachowań czytelników pod kątem reagowania na treść (stron internetowych). Ktoś słyszał już o czymś takim? Jakieś ciekawe elaboraty naukowe, być może?

Coś na kształt pracy The Effect of Human Behavior on the Design of an Information Retrieval System Interface, autorstwa Zhang Jin and Sara Fine albo  po prostu wykorzystanie w praktyce zasad tworzenia user interface?

ICO vs. facebook.com

Tydzień temu głośno było o kontroli GIODO w serwisie nasza-klasa.pl [1], a dzisiaj znalazłem informację, że brytyjski ICO (Information Commissioner’s Office, odpowiednik polskiego GIODO) przyjrzy się co dzieje się z profilami po ich deaktywacji (pisałem o tym w notce Facebook: my kont nie usuwamy) w serwisie społecznościowym facebook.com.

Do brytyjskiego urzędu trafiły skargi brytyjskich użytkowników serwisu zaniepokojonych w jaki sposób Facebook traktuje dane z profili, które zostały zdeaktywowane. Facebook nie kasuje tych kont, a jedynie ukrywa profil przed wyszukiwaniem i dostępem do informacji. Tym samym osoba, która reaktywuje profil ma dostęp do wszystkich informacji, które poprzednio były na profilu.

W celu całkowitego usunięcia konta Facebook zaleca usunięcie wszystkich informacji z profilu i jego deaktywację. Jednak w przypadku osób, które były bardzo aktywne w serwisie i zapisanych do wielu grup, sieci i posiadających wiele kontaktów taka czynność może okazać się bardzo czasochłonna.

Więcej na BBC News: Facebook faces privacy questions (Chris Vallance, 18 January 2008)

Internet Standard: Nadchodzi bańka w mediach online

Kiedy miesiąc temu pisałem o spekulacjach dotyczących istnienia nowej bańki internetowej opierałem się na pogłoskach i podobnym scenariuszu, jaki powstał pod koniec lat 90-tych. Dodatkowo powstał bardzo fajny filmik na YouTube, czyli jest wideo, jest dźwięk i jest tekst - mamy doskonały przekaz medialny.

Internet Standard opublikował ankietę przeprowadzoną wśród starszego managementu firm zajmujących się mediami i aż 62% stwierdziło, że mamy do czynienia z bańką w sektorze mediów online a jeszcze więcej, bo 69% uważa, że jest zbyt głośno o serwisach społecznościowych. 46% spośród ankietowanych uważa, że “zbyt głośno jest także o treściach tworzonych przez użytkowników, za czym nie stoją żadne realne modele biznesowe” (do takowych zalicza się m.in. ten blog).

Jeśli sprawdzą się ich prognozy, przewidujące kryzys Web 2.0 w 2009 roku, to już należałoby pisać scenariusze na czarne godziny. Na angielskiej Wikipedii powstał już artykuł zatytułowany Second dot-com bubble.

W nowej miałyby szczególne znaczenie mają firmy takie jak aQuantive, Baidu, Bebo, Digg, DoubleClick, eBay, Facebook, Google, Microsoft, MySpace, Skype czy VMWare [1]. Tylko dwie spośród tych firm DoubleClick i eBay miały znaczny udział w bańce z końca lat 90-tych. [2]

Źródła:




Disclaimer

All postings are provided "AS IS" with no warranties, and confer no rights. This weblog does not represent the thoughts, intentions, plans or strategies of Microsoft or any other company or organization. Because a weblog is intended to provide a semi-permanent point-in-time snapshot, you should not consider out of date posts to reflect current thoughts and opinions.
All rights reserved. Quotations from this blog require author's written approval.
PL: Wszelkie prawa zastrzeżone. Cytaty z tego bloga wymagają pisemnego zezwolenia autora.

Add to Technorati Favorites