Codziennie czytam dwie gazety - Irish Independent i Financial Times. Kiedy mieszkałem w Polsce też czytałem dwie - Rzeczpospolitą i Gazetę Wyborczą (czasami by zobaczyć, co każda odważyła się napisać). Teraz, prasę polską czytam przez Internet. W ten sam sposób zbieram informacje z innych źródeł, do nich głównie należą CNN i BBC News.
Kiedyś zauważyłem, że Wyborcza w rożnych porach dnia stosuje różne nazwy linków do artykułów. Czasami brzmią jak zwykłe nagłówki, innymi razy z małej afery robią mega-skandal. Co ciekawe, po kliknięciu na link nagłówek znów przybiera formę “mało drapieżną”.
Jednak dziś zauważyłem w jaki sposób Gazeta Wyborcza niechlubnie wyróżniła się spośród mojej dziennej lektury. Oto, co mam na myśli (zrzut ekranu z iGoogle):

Rzecz o zmarłym australijskim aktorze, Heath Ledger’ze. BBC News i CNN donoszą o badaniach, które wskazały, że aktor przypadkowo przedawkował leki, nazywając swoje nagłówki odpowiednio: “Przypadkowa mieszkanka leków spowodowała śmierć Ledgera” i “Przypadkowe przedawkowanie ustaloną przyczyną śmierci Ledger’a”. Natomiast Wyborcza zastosowała nieco mniej powściągliwą wersję: “Heath Ledger zmarł z przedawkowania leków”. Przesłanie to samo, jednak z goła inne. Zachodnie media natychmiast, bo już w nagłówku, informują czytelnika o tym, że aktor przez przypadek przedawkował leki, gdzie GW informuje o tym dopiero w pełnej treści artykułu.
Pachnie mi to wymuszaniem określonego zachowania czytelnika, coś jak nachalne “Kliknij tutaj by dowiedzieć się więcej”. Nie jestem dziennikarzem, daleko mi do etyki dziennikarskiej, odpowiedniego sposobu wysławiania czy składnego przelewania słów i myśli na papier, jednak sposób w jaki GW podeszła do tego materiału, tak odmienny od zachodnich mediów (CNN i BBC to jakby nie było jest kanon dziennikarstwa), podburzyło moje zaufanie do sposobu prezentowania przez nich informacji.
To był nagłówek z godziny 19. Kiedy piszę tego posta jest 5 minut po północy i link do artykułu o wynikach badania Ledger’a na GW brzmi: “Heath Ledger zmarł, bo przypadkiem przedawkował leki“. Jest to ten sam artykuł, co z godziny 19, jedynie z inną nazwą linku na głównej stronie, który do niego prowadzi.
Stawiam tezę, że GW świadomie modyfikując brzmienie linków na stronie głównej de facto wpływa na jej odwiedzalność i klikalność wyróżnionych w ten sposób artykułów. Byłoby to swoiste przeniesienie “realnych” zachowań rynkowych (bardziej krzykliwa gazeta będzie miała lepszą sprzedawalność, niż mniej krzykliwa na tej samej półce) na platformę WWW. Jeśli moja teza jest prawdziwa, to metody optymalizacji odwiedzalności stron internetowych czy optymalizacji pod kątem wyszukiwania (SEO) powinny być uzupełnione o dokładniejsze badania zachowań czytelników pod kątem reagowania na treść (stron internetowych). Ktoś słyszał już o czymś takim? Jakieś ciekawe elaboraty naukowe, być może?
Coś na kształt pracy The Effect of Human Behavior on the Design of an Information Retrieval System Interface, autorstwa Zhang Jin and Sara Fine albo po prostu wykorzystanie w praktyce zasad tworzenia user interface?
Ostatnie komentarze