Tag Archive for 'irlandia'



Spotkał się podcaster z blogerem

Nie Tylko Dla Orłów - podcast prowadzony od października 2005. ITblog - blog prowadzony od listopada 2004.
Postacie: Filip [1], Arek, Michał O., Katarzyna, Darek, Ewa i Michał S.
Miejsce: Achill Island, Irlandia.
Czas: weekend 21, 22 czerwca 2008

Rezultat? Podcast pt. “Letnie przesilenie” i zdjęcia publikowane na Flickr.

Audio:

Z Wrocławia do Dublina, czyli rozmowa emailowa z Agatą Staniak

Obiecalem kontynuowanie moich wywiadów z Polakami pracujacymi w Microsoft w Irlandii. Oto wiec wywiad numer 2. Na moja rozmówczynie wybralem Agate Staniak, programistke z budynku nr 21 kampusu Microsoftu w Leoparstown w Dublinie.

MO: Kobieta programistka. To dosc rzadko spotykany obrazek. Co sklonilo Cie do zostania geekiem?

AS: Wszystko zaczelo sie od.. komunii. Byl taki zwyczaj, ze goscie dawali po pare groszy z okazji komunii, i uzbieralo sie tego troche. To byly pierwsze „wieksze” pieniadze jakie mialam. I chyba najlepiej wydane. Starszy brat namówil mnie, zebym kupila za nie uzywany komputer ZX Spectrum. I tak to sie zaczelo, podgladalam brata i uczylam sie programowania. Pózniej cale liceum spedzilam z komputerem. Tak naprawde nigdy nie obchodzilo mnie, czy jest to zajecie odpowiednie dla dziewczyny, czy nie. Robie to co lubie, i to jest najwazniejsze :). A co do dyskryminacji kobiet w tym zawodzie, mysle ze to juz nie te czasy i jest to juz raczej tylko stereotyp, który pozostal. Nie wiem jak jest w innych firmach, ale w Microsoft nie czuje sie dyskryminowana jako kobieta. Tutaj kobiety robia niesamowite kariery. Mam nadzieje, ze wszedzie tak jest, ze inne firmy biora przyklad z Microsoft.

MO: Jestes z Wroclawia. Podobnie jak mój poprzedni rozmówca - Jacek Suliga. Co sprawia, ze Wroclaw stal sie istna kolebka informatyków?

AS: Nie wiem, czy Wroclaw jest kolebka informatyków, na pewno Politechnika Wroclawska ksztalci duzo zdolnych ludzi. Moim zdaniem bardzo dobra uczelnia. A Wroclaw jako miasto zauroczyl mnie od pierwszego wejrzenia. Jesli kiedys wróce do Polski, to tylko do Wroclawia :)

MO: Jak dostalas sie do Microsoft? Szczescie czy geniusz?

AS: Hahaha, chyba szczescie :) Nie czuje sie genialna. Teraz znam proces rekrutacji „od kuchni”, bo sama biore w nim udzial, tyle ze teraz od drugiej strony. I widze jak strasznie trudno jest sie tu dostac, jaki jest „odsiew”. I caly czas zastanawiam sie, jakim cudem mnie przyjeto. Jedyne, co mi przychodzi do glowy, to ze chlopaki chcieli miec w koncu dziewczyne w zespole :) Tak, jestem jedyna kobieta na okolo 30 mezczyzn. I musze przyznac, ze jest to calkiem przyjemny skutek uboczny pracy w „meskim zawodzie” :

MO: Czym sie zajmujesz na swoim stanowisku?

AS: Pracuje jako Software Development Engineer przy Microsoft adCenter Analytics. Jest to platforma reklamowa, do umieszczania sponsorowanych wyników w wyszukiwarce live.com, i pózniejszej analizy kosztów/przychodów z reklam. W Dublinie pracujemy nad róznymi ciekawymi formami wizualizacji danych.

MO: Czy adCenter Analytics pisany jest takze w innych osrodkach Microsoftu? Jak wyglada taka globalna praca nad jednym projektem?

AS: W Dublinie pracujemy glównie nad wizualizacjami, czyli interfejsem uzytkownika. Caly backend (czyli bazy danych i warstwa posrednia) powstaje w Redmond. Taka praca wymaga przede wszystkim dobrej komunikacji. Nie jest to tak proste jak wspólpraca z kims, kto siedzi dwa biurka dalej. Nie mozna po prostu podejsc i spytac „Hej, jak dziala ten kawalek kodu? Dlaczego zaprojektowales te klase w ten sposób? Czy moge zmodyfikowac Twój kod na moje potrzeby, tak zeby robil dodatkowo to i to?” Jest róznica stref czasowych, co oznacza, ze kiedy oni przychodza do pracy, my wychodzimy. Oni maja spotkania z nami wczesnie rano, my z nimi póznym wieczorem. Poza tym kazdy zespól ma swoje procedury, a nawet inne narzedzia. Staramy sie to ujednolicac, wymaga to jednak wysilku z obu stron, i czasami kompromisów. Zdarza sie tez, ze jest cos pilnego, co powinno byc wykonane w Stanach, a co blokuje nasza prace. Wiec zamiast czekac caly dzien, az Redmond sie obudzi i przyjdzie do pracy, musimy czasem szukac rozwiazan sami. Taka wspólpraca jest na pewno sporym wyzwaniem.

MO: AdCenter Analytics brzmi calkiem podobnie do znanej juz i powszechnie uzywanej platformy Google - Analytics. Czym bedzie sie róznic Microsoftowy adCenter Analytics od narzedzia z Google?

AS: Tak, bedzie sie róznic. Nasz produkt jest oczywiscie lepszy :) A tak na serio, dopóki kolejna wersja nie ujrzy swiatla dziennego (co powinno nastapic wkrótce), nie moge powiedziec nic wiecej na ten temat.

MO: Pytanie techniczne. Wiadomo, ze tego typu narzedzia gromadza i przetwarzaja terabajty danych. W jaki sposób dane te sa organizowane i przetwarzane przez Wasze narzedzie?

AS: Szczerze mówiac, pracuje nad interfejsem uzytkownika, wiec nie zajmuje sie tym. Caly proces gromadzenia danych jest skomplikowany, sa specjalne narzedzia, które dane gromadza, kolejne, które je przetwarzaja, agreguja i wrzucaja do bazy. Bazy danych tez sa zoptymalizowane, wykorzystuja zaawansowane mechanizmy, które pozwalaja je skalowac, cache, partycjonowanie tabel, specjalnie skonstruowane indeksy itd. Detali nie znam, tym bardziej nie wiem jaka jest dokladnie konfiguracja serwerów produkcyjnych. Jako developer mam na biurku tylko jeden komputer, nie mam do dyspozycji calej farmy serwerów :)

MO: Jak podoba Ci sie Irlandia?

AS: Irlandia jest swietna, jest prawie tak jak w Polsce :) Tylko spokojniej, ludzie sa chyba bardziej otwarci i przyjazni bardzo. A jak wyjedzie sie za miasto o tej porze roku, krajobrazy zapieraja dech w piersiach. Jedynie jedzenie w Irlandii jest gorsze niz w Polsce, ale to tez kwestia gustu i mozna sie do tego przyzwyczaic. Przy tej ilosci polskich sklepów mozna zawsze przyrzadzic cos dobrego samemu, jesli teskni sie za polskim jedzeniem.

MO: Co sadzisz o polskiej emigracji na Zielonej Wyspie i emigracji od roku 2004 generalnie?

AS: Fakt, Polaków jest tu cale mnóstwo, przynajmniej w Dublinie. Moim zdaniem dobrze, ze wyjezdzaja. Polska jest bardzo zamknietym kulturowo krajem, nietolerancyjnym dla innych narodowosci. Emigracja dla Polaka to szkola tolerancji i najlepsza szkola zycia. Mozna rozwinac skrzydla. Oczywiscie jesli nie przyjechalo sie tylko po to, zeby odlozyc duzo euro na koncie, bo w przeliczeniu na zlotówki jest sie bogatym…

MO: Co doradzilabys studentom informatyki myslacym o karierze w Microsoft?

AS: Microsoft stara sie dotrzec do studentów wszelkimi sposobami. Teraz korporacje „bija sie” o przyszlych pracowników, którzy jeszcze nawet nie ukonczyli studiów. Ale sa tez wybredne, chca najlepszych. Dlatego warto czyms sie wyrózniac. Bardzo dobrym pomyslem jest udzial w organizowanym przez Microsoft miedzynarodowym konkursie Imagine Cup. Sukces w nim bardzo ulatwia start w Microsoft i otwiera wiele nowych mozliwosci. Wiem, bo mam w zespole dwóch laureatów tego konkursu :) Poza tym co roku Microsoft organizuje rekrutacje studentów w ramach Graduate Program. Sama dostalam sie tutaj wlasnie przez ten program, polecam. Od studentów nie wymaga sie doswiadczenia zawodowego, ale trzeba miec pasje, lubic to co sie robi, byc w to zaangazowanym, chciec sie rozwijac, chciec osiagac sukcesy. Trzeba pokazac tak zwany potencjal, pokazac, ze warto w nas zainwestowac. Wówczas rozmowy kwalifikacyjne to czysta przyjemnosc.

MO: Czy wiazesz swoje plany z Microsoftem na nastepne 5-10 lat i czy zamierzasz zostac w Irlandii czy pokusic sie o kariere podobna do Jacka?

AS: Oczywiscie, ze wiaze swoje plany z Microsoft. Dobrze mi sie tu pracuje, firma dba o pracowników, niezle zarabiam. Nie widze wiec powodów, zeby odchodzic gdzie indziej. Tym bardziej, ze Microsoft ma oddzialy w tak wielu miejscach na swiecie, i tak wiele róznych projektów, przy których mozna pracowac, ze naprawde jest mnóstwo mozliwosci, zeby sie rozwijac. W przyszlosci chcialabym podrózowac, wiec nie wykluczam wyjazdu z Irlandii, jesli znajde wyzwanie odpowiednie dla mnie. Ale na razie mysle o rozwoju mojej kariery tu i teraz, w Dublinie :)

Wiecej: profil Agaty na LinkedIn.

Na skróty, ale przez las

Po pierwsze chciałbym podziękować Tomkowi za jego felieton zatytułowany “O drapaniu się w lewe ucho przez prawe ramię“. Byłem pod dość dużym wrażeniem lekkości języka i czasu reakcji na mój post. Jednak Tomek pozwolił sobie na dość dużo skrótów myślowych, które mylnie wywnioskował z mojego postu. Fakt, moja wina - jeśli coś opisuje, powinienem się przykładać i opisywać rzeczy dokładnie jak się mają. Mleko się więc rozlało i cokolwiek bym teraz nie napisał, to regułą jest, że negatywne komentarze będą przeważały pozytywne.

Pamiętam jednak, że pisząc w szkole podstawowej do gazetki szkolnej, moja pani od polskiego zawsze mi powtarzała, że jak pisać artykuły, to rzetelnie i popierając to argumentami. Od tamtych słów minął już szmat czasu, ale zasada pozostaje taka sama. I w myśl tego credo chciałem odpowiedzieć na ten felieton.

Tomek podsunął mi w artykule pomysł. Dlaczegóż nie miałbym zamiast przesiadać się na Windows Server 2008 ze związanym z tym ceremoniałem, po prostu wykorzystać FTP do przesyłania tego samego pliku? W końcu moja propozycja aktualizacji jest na etapie projektu do skonsultowania, a nie jest gotowym planem migracji (dla osób nie mających doświadczenia z zarządzaniem projektami - business case to pierwsza faza, pomysł na projekt - do wdrożenia jest jeszcze całkiem długa droga).

Czemuż nie znaleźć alernatywy?

Zrobiłem zatem test przesyłu tego samego pliku poprzez FTP. Różnica między tym testem, a testem wykonanym w czwartek jest jednak dość znaczna: niedziela to czas, kiedy łącza nie są zapchane, kiedy kilka tysięcy osób nie siedzi na każdym z końców kabla wysyłając emaile, przeglądając strony intranetowe czy podobnie jak ja - przesyłając pliki przez FTP. Dałem więc FTP nieco lepsze warunki do popisu, niż miał to w czwartek SMB 2.0.

Warunki wykonania testu: Windows Server 2003 z serwerem FTP z IIS w Stanach, Windows Server 2003 z klientem FTP w Dublinie. Plik - dokładnie ten sam, wielkość 461865366 bajtów. Mode: bin. Polecenie: put.

Wynik: 20:10.

Lepszy niż przesył z wykorzystaniem SMB z Server 2003 (24:30), ale nie aż tak dobry jak ten z Server 2008 (dla przypomnienia: 4:45).

Zysk 4 minuty i 20 sekund. Więc dlaczego nie FTP? Problemów jest kilka. Jednym z nich jest autoryzacja. Nie chciałbym zostawić serwera otwartego na połączenia anonimowe, a przesyłanie otwartym tekstem haseł zupełnie nie wchodzi w rachubę. Ktoś mi natychmiast odpowie, że przecież mógłbym wykorzystać FTPS (SFTP), FTP poprzez SSH albo autoryzację przez Kerberos. No fakt, mógłbym, tylko że wtedy cytowane przez Tomka 30 minut na skonfigurowanie FTP (btw, to nie 30 minut bo ledwie 10) wydłuży się o dodatkowy czas na konfigurację SSH czy ściąganie (a może i nawet zakup) i instalację serwera FTP, który wspiera FTPS (IIS nie ma takiej obsługi, podobnie z FTP i Kerberos). Ponadto, poprzez szyfrowanie i związany z nim overhead nasz czas transmisji się wydłuży i może osiągnąć wynik porównywalny z SMB. Więc po co ta zabawa?

Drugim problemem jest integralność danych. FTP pozbawione jest kontroli przesyłu danych. Nie żyjemy w idealnym świecie idealnych łączy, więc może się zdarzyć, że moje połączenie zostanie przerwane. Odbiorca nie będzie więc wiedział, czy plik został przesłany w całości. Rozwiązaniem tutaj byłoby zastosowanie serwerów FTP, które obsługują sprawdzanie CRC czy innych sum kontrolnych. To jednak powoduje, że musiałbym zdać się na rozwiązanie firmy 3-ciej z całym dorobkiem z tym związanym. Dla 4 minut i 20 sekund (różnica pomiędzy SMB a FTP), to nie jest zabawa warta świeczki.

Dla zachowania takich samych warunków testu, spróbuje jutro w okolicach wieczornych znów przesłać ten sam plik przez FTP. Dla ciekawości, dla udokumentowania alternatyw.

Alternatywa alternatywy

W komentarzach do cytowanego felietonu znalazłem jeszcze wzmiankę o DFSR. Ten temat był poruszany w naszym zespole i wciąż się mu przyglądamy, ale dla wykorzystania wszystkich możliwości tego systemu musimy przebudować znaczną część modelu naszych usług. To o wiele większe planowanie, czas, praca i budżet niż aktualizacja dwóch serwerów do Windows Server 2008.

Marketing? To nie tutaj

Tomek dokonał kilku założeń, z którymi się można bądź nie zgodzić: sprzęt trzeba będzie wymienić (choć w moim przypadku nie trzeba), wydać mnóstwo kasy na wersję Enterprise (a przecież jako serwer plików to nawet Standard wystarczy), “sporo planowania” (ok, kilka rzeczy zaplanować trzeba), “niemało pracy” włożyć (backup - 10 minut, instalacja - 30 minut, konfiguracja - kolejne 30 minut, restore - 10 minut, testy - 60 minut; dużo?). Ale z tego wszystkiego najbardziej zadziwiło mnie to dziwne przypuszczenie, że kiedy pisze o technologii Microsoftu, na swoim prywatnym blogu, gdzie zastrzegam, że nie ma on związku z MS, to próbuję na siłę te technologie sprzedać.

Nigdy nie byłem dobrym sprzedawcą i doskonale zdaję sobie sprawę, że nigdy nim nie będę. Nie staram się nic nikomu na siłę wciskać, bo to kłóci się to z moim podejściem do wyboru technologii, aktualizacji czy zarządzania projektami IT. Jako pracownik Microsoftu, co Tomek łaskawie przypomniał, mam także do czynienia z innymi technologiami niż MS. Jak choćby na uczelni - Dublin Institute of Technology, gdzie pracuję na unixach, biorę udział w projektach sponsorowanych przez IBM i Google i uczestniczę w konferencjach, gdzie na ostatniej Jeff Hammerbacher z Facebooka pokazywał nam metodę synchronizacji baz MySQL pomiędzy Kalifonią a Wirginią. I choć czasami dość agresywnie staję w obronie technologii MS (o czym dobrze wie ptashek), to przemawia do mnie dobra argumentacja.

To tyle, ale na koniec …

Pomysł

W innym artykule Tomka o tytule “Windows Server - cud, czy bubel?” autor stwierdził, że SMB 2.0 powinno było dawno temu wyjść na rynek, a nie być sprzedawane jako nowy feature w Windows Server 2008. Poprzednia wersja SMB powinna była być potraktowana jako niedoróbka i jako taka naprawiona gratis w Windows Server 2003.

Mój pomysł jest taki. Tomku, postaram znaleźć w MS osobę, która była project managerem dla tego komponentu nowej wersji serwera i zapytam się go bądź jej, jak to dokładniej wyglądało i czy było możliwe dodanie SMB 2.0 do Windows Server 2003. Jeśli Cię to zainteresuje może być to nawet forma wywiadu, który będziesz mógł opublikować na swoim portalu TechIT.pl. Sam jestem ciekawy jak to dokładnie było.

Mój trzeci list do Apple

Pamiętacie moją tabelkę z zestawieniem cen MacBook Pro z różnych krajów europejskich? Tabelkę, na której pokazałem, że różnice w cenach są bardzo znaczne, pomimo wspólnego rynku i pomimo różnych cen odwrotnie proporcjonalnych do GDP per capita wymienionych krajów?

Niedługo po opublikowaniu tej notki napisałem list do Apple. Taki papierowy, zwykły list w kopercie, ze znaczkiem i stempelkiem poczty irlandzkiej. List ten publikuję poniżej, nie zadając sobie trudu jego przetłumaczenia na język polski:

Dear Apple,

I made a small investigation for prices across Europe for a particular product you offer and discovered a very broad spectrum of prices from €2,346 in Switzerland to astonishing €2,832 in Poland. This is almost €500 between two countries for the same product.

[tutaj podałem specyfikację sprzętu jaki porównywałem i wstawiłem tabelkę z cenami]

Countries marked with a star had different configuration than others. MacBook Pro 2.5GHz was not available in Czech Republic and I replaced it with 2.4GHz, same 2GB of RAM and smaller, 160GB hard drive, essentially the most expensive in their store. Polish website (www.ispot.com.pl, there seems to be no official Apple store in that country) didn’t offer 200GB 7200RPM hard drives, so I used 250GB 5400 RPM instead.

My questions are:

  1. Why Switzerland is the cheapest country in Europe to buy MacBook Pro and I presume the rest of your products as well?
  2. Why older 2.4GHz model available in Czech Republic is more expensive than faster 2.5GHz MacBook Pro available from Switzerland?
  3. Why the UK is cheaper than rest of the EU by more than €200?
  4. Why Poland, with relatively smaller salaries than rest of the EU, has the most expensive Apple products?

Kind Regards,
[podpis]

Po dwóch tygodniach (!) oczekiwania dostałem list, w którym zostałem poinformowany, że w związku z tematem poruszonym w moim liście lepiej będzie jeśli skontaktuję się z ich call center.

Zadzwoniłem więc na podany w liście numer, poprosiłem o rozmowę z podaną w liście osobą i po krótkim przedstawieniu problemu (w moim mniemaniu osoba ta powinna już problem znać) zapytałem: dlaczego tak się dzieje.

Zanim przejdę do meritum, wyjaśnię gdzie się dodzwoniłem. Apple przekierowało mnie poprzez numer telefonu jaki podali mi w liście do … Danii. Tam też osoby z płynnym angielskim choć z delikatnym nordyckim akcentem udzielały fachowych porad na wszelakie tematy związane ze sprzedażą i marketingiem firmy Apple. To jednak zaskoczyło mnie jeszcze bardziej - mając fabrykę z Cork w Irlandii (dokąd wysłałem swój list i skąd otrzymałem odpowiedź), główną siedzibę w Kalifornii, inne fabryki w Stanach, Chinach i wielu, wielu innych krajach, sprzedając przez sieć sklepów rozsianych po całym świecie, a także przez Internet, Apple stara się zachować pozory globalnie myślącej firmy poprzez regionalizację cen na … wspólnym rynku europejskim.

To co usłyszałem od bardzo miłej pani z Danii w ogóle nie było odpowiedzią na moje pytanie. Otóż, dowiedziałem się, że takie a nie inne ceny wynikają z różnych stawek VAT, podatków i kosztów jakie są ponoszone w różnych krajach. Oczywiście, odpowiedź jak najbardziej sensowna, ale zupełnie nie na miejscu, skoro ceny cytowanego przeze mnie notebooka w większości krajów europejskich są praktycznie takie same - 2,563 euro. Nie wierzyłem jej na słowo, że Finlandia ma te same podatki co Portugalia. Mało tego, wiedziałem, że tak nie było. Kolejnym argumentem miała być waluta. Tutaj też pozostałem niedowiarkiem - Szwajcaria ze swoim koroną frankiem była niewiele, bardzo niewiele droższa od Wielkiej Brytanii z królewskim funtem.

Nie doczekałem się odpowiedzi, która mogłaby mnie usatysfakcjonować. Nie zostało mi też powiedziane, dlaczego w Polsce nie ma salonu Apple pod logiem firmy Apple, tylko są firmy które pobierają dodatkowe prowizje. Nie powiedziano mi dlaczego w Północnej Irlandii, W Belfaście, 166 km od Dublina mogę kupić ich laptopa o ponad 200 euro taniej. Tam przecież nawet benzyna jest droższa, a Apple jest tańsze?

Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi. Zagadka dla mnie wciąż pozostaje zagadką. Jeśli jest ktoś mądrzejszy ode mnie, niech zostawi kilka pouczających zdań w komentarzu.

Windows Server 2008 vs 2003 a WAN

Coś z firmowego podwórka, z placu boju chciałoby się napisać.

Mój zespół ma pod opieką dwie serwerownie, na dwóch kontynentach, które działają jako jeden organizm dostarczając pewnej usługi naszym klientom (wew. grupy produktowe, programiści, etc). Jednym z kroków w procesie utrzymania takich samych warunków pracy obu serwerowni (a tym samym w zachowaniu jednolitości usługi) wymieniamy trzy razy dziennie między Redmond a Dublinem paczkę ZIP z plikami dla naszych serwerów. Oczędzamy w ten sposób czas i łącze, bo nie ślemy setek tysięcy plików poprzez WAN, a jedynie jeden duży - około 450, 500MB.

Nasze “brzegowe” serwery działają na Windows Server 2003 Enterprise już od kilku dobrych lat. Jakiś czas temu zaczęliśmy się przyglądać w jaki sposób zoptymalizować nasze usługi, skrócić czas potrzebny na wykonanie usługi dla klientów, etc. Efektem optymalizacji było między innymi stworzenie wspomnianej przeze mnie “paczki” zamiast tysięcy plików.

Kilka dni temu zaczęliśmy się przyglądać benefitom z prowadzenia Windows Server 2008 zamiast 2003. Pytanie zasadnicze: jak długo trwałoby skopiowanie poprzez WAN pliku 450MB z jednego końca na drugi? Wczoraj wykonałem zatem ten test.

Nie interesowała mnie przepustowość łącza, bo ta jest dla nas niezmienna i byłoby dla nas dość kosztowne by tą przepustowość zwiększyć. Interesował mnie jedynie czas jaki można uzyskać w tych samych warunkach, ale na różnych platformach. Narzędzie jakie wykorzystałem to zwykłe robocopy z Resource Kit 2000, standardowo dostarczane z Windows Server 2008.

  • Test pomiędzy Dublin a Redmond, 450MB, Windows Server 2003 x2. Czas: 24:30
  • Test pomiędzy Dublin a Redmond, 450MB, Windows Server 2008 x2. Czas: 4:45

Powtórzyłem oba testy jeszcze dwukrotnie. Różnice nie sięgnęły 10% w obu przypadkach. Efektem tego testu był business case dla nowego projektu aktualizacji naszych systemów brzegowych na platformę Windows Server 2008. Dlaczego projekt? Bo to jednak dość skomplikowane przeszczepiać aortę na otwartym organizmie i wymaga nieco organizacji i staranności w wykonaniu.

O wiele lepsze rezultaty od moich są opisane na blogu Windows Server Division WebLog: Some Cool Networking Numbers with Windows Server 2008 File Transfers.

Technologie sieciowe z Windows Server 2008 opisane są na Technet.




Disclaimer

All postings are provided "AS IS" with no warranties, and confer no rights. This weblog does not represent the thoughts, intentions, plans or strategies of Microsoft or any other company or organization. Because a weblog is intended to provide a semi-permanent point-in-time snapshot, you should not consider out of date posts to reflect current thoughts and opinions.
All rights reserved. Quotations from this blog require author's written approval.
PL: Wszelkie prawa zastrzeżone. Cytaty z tego bloga wymagają pisemnego zezwolenia autora.

Add to Technorati Favorites