Tag Archive for 'hardware'

Koń pociągowy

Mam zamiar kupić laptopa, który będzie zamiennikiem mojego domowego desktopa. Dodatkowo będę chciał go wykorzystywać do uruchamiania maszyn wirtualnych na VS2005. By sprostać oczekiwaniom potrzebuję maszyny z 4GB RAM, x64 CPU, dyskiem 7200RPM (pliki VHD i tak bede trzymal na szybkim zewnetrznym dysku twardym) i rozdzielczością min. 1400×900.

Zrobiłem w firmie małą sondę i większość opowiedziała się za Dell Latitude 830, po drodze wymieniając Lenovo T61p jako dobrą alternatywę, jedna osoba wspomniała Macbook Pro.

Czy ma ktoś inne pomysły? A może jakieś doświadczenia z którymś wymienionym powyżej?

Przykazanie numer 1: zawsze sprawdź co wysyłasz klientom

Jedynie kilka niedużych firm do tej pory odczuło efekty wypuszczania na rynek oprogramowania niesprawdzonego pod kątem wirusów, ale to co przytrafiło się HP można będzie zaliczyć do klasyki gatunku.

Zgodnie z doniesieniami AusCERT z dnia dzisiejszego (07/04/2008, pierwsze informacje prasowe pochodzą z 03/04/2008) do niektórych serwerów z serii Proliant z dołączonym kluczem USB o wielkości 256MB lub 1GB (taki klucz jest opcjonalny przy zamówieniach serwera) może być dodany extra, zupełnie darmowo wirus W32.Fakerecy lub W32.SillyFDC. Zagrożonymi systemami są stare odmiany Windows: Windows 98, Windows 95, Windows XP, Windows Me, Windows NT, Windows 2000, a sam wirus jest praktycznie nieszkodliwy, jednak PR-hit jaki dział serwerowy firmy HP odczuje może okazać się znaczny.
Łatwo można sobie wyobrazić sytuację, w której na małej “kostce” pamięci USB zamiast małego i nieszkodliwego konia trojańskiego, schowa się coś bardziej “inteligentnego” i szkodliwego, na tyle niezauważalnego, by szybko rozprzestrzenić się po lokalnej sieci firmowej i dokonać znacznych zniszczeń.

Dla HP zapewniej taniej byłoby opracować procedury bezpieczeństwa i zbudować system automatycznego skanowania, mające na celu wyeliminowanie takich sytuacji, niż ponieść znaczne koszty rozpraw sądowych i całkiem ralnych przegranych.

W końcu kilka takich systemów na świecie istnieje, a ja admnistruję jednym z nich.

Planowy downtime a SLA

SLA, jako umowa między usługodawcą, a klientem może zawierać szereg uzgodnień dot. jakości usług. Jedną z nich jest, moim zdaniem bardzo ważna, definicja planowego downtime‘u.

Czym jest planowy downtime? Jest to czas, najczęściej w środku nocy, jaki jest wymagany przez administratorów systemów do instalacji nowego oprogramowania czy łatania już istniejącego, zmian konfiguracyjnych sprzętu i oprogramowania, które wymagają ponownego rozruchu i inne elementy, które w znaczny sposób zakłócą pracę serwisów, za które płaci klient (co oznacza obniżenie czasu dostępności usług).

Wiemy, że nasze systemy wymagają downtime’u od czasu do czasu. W przypadku Microsoftu, jest to min. raz w miesiącu (tzw. patch Tuesday), kiedy ukazują się krytyczne bądź ważne poprawki do systemów i aplikacji, które najczęściej wymagają restartu “łatanego” systemu. Przy założeniu, że byłoby to 10 minut w skali miesiąca na restart jednej maszyny daje to całkiem przyzwoity poziom 99.97717% dostępności w skali roku. To jest jednak sytuacja idealna, kiedy łatamy tylko system operacyjny. Gorzej jeśli po drodze mamy jeszcze Exchange, SQL, IIS i inne systemy. Czas potrzebny do zainstalowania wszystkich poprawek sięga wtedy 20 minut, 30 minut, etc, a nasz czas dostępności coraz bardziej się kurczy, a wydłuża się czas, kiedy aplikacja klienta nie działa.

Co zatem robić w przypadku, kiedy musimy poprawki instalować, a jednocześnie musimy zapewnić określoną przez SLA i bardzo wyżyłowaną dostępność na poziomie 99.99%? Można poradzić sobie dwojako: poprzez odpowiednią klauzulę w umowie o poziomie usług albo poprzez rozwiązania techniczne (clustering).

Opcja pierwsza dla klienta końcowego wygląda dość kuriozalnie: system nie działa, ale o tym wiem i się na to zgodziłem (planowy downtime) albo system nie działa, ale się na to nie godziłem (nieplanowany downtime) - tak czy inaczej, w obu przypadkach usługa kliencka jest niedostępna. To tak, jak kupić samochód i godzić się, że co miesiąc nasz silnik się wyłączy na 5 minut (lepiej byśmy nie byli wtedy na autostradzie).

Zawieranie klauzuli planowego downtime‘u w umowie SLA jest wg. mnie po prostu nieeleganckie i wprost pokazuje, że firma tnie koszty i nie chce inwestować w rozwiązania zapewniające ciągłą dostępność (jak wspomniany przeze mnie wyżej clustering). Jeśli jednak, usługodawcy zdecydują się na wykorzystanie technik HA (high availability), mogą szczycić się w umowach z klientami poziomem 5*9, czyli 99,999%, gdzie 0,001% jest już jedynie współczynnikiem ryzyka.

A co mają zrobić administratorzy i menedżerowie IT? Zasiąść za arkuszem kalkulacyjnym i zobaczyć czy ich firmę stać na rozwiązania HA i kiedy poniesiony koszt się zwróci. A zapewniam, prędzej czy później się zwróci.

Pojechał Amerykanin do biednego kraju, cz. 2 - OLPC

Od mojego postu w sprawie “komputer dla każdego dziecka za 100$” minęło dwa lata z hakiem. Co się od tego czasu zmieniło? Nicholas Negroponte już nie pracuje na MIT (sam nie wiem, czy to lepiej dla niego, czy dla MIT), Intel z początku inwestujący w OLPC (One Laptop per Child) $6mln wycofał się z partycypacji w programie, w maju 2006 do akcji włączył się eBay, zapoczątkowując jeszcze “ciekawszy” pomysł $100 School Server, a pierwsza sugerowana cena $100 za laptop wzrosła do $199. To nic, przecież to tylko 99% więcej, prawda?

Z zainteresowaniem zakupem też na razie nie jest dobrze. Z 20 krajów zainteresowanych zakupem na razie jedynie 7 zmaterializowało swój zamiar, a kilka krajów z tej dwudziestki ma zamiar zmodyfikować swoje zamiary i wycofać się z projektu [1].

Dlaczego tak krytykuję ten projekt? Za jedynie $2000 można zbudować bibliotekę obsługującą 400-500 dzieci ($5 na głowę), pełną książek w różnych językach. Książek, które potrafią rozbudzić fantazję i ambicję każdego dziecka, nauczyć bogatego słownictwa i kilku języków. Tego samego nie da laptop za $199, który trzeba od czasu do czasu podłączać do prądu, co w niektórych krajach może być nie małym problemem. Przy świeczce w środku lasu da się czytać. Jeśli książka się zamoczy, to można ją wysuszyć. Książki nikt nie ukradnie, w książce nie pęknie ekran, nie trzeba prosić o pomoc techniczną. Książki nawet po 30 latach można ponownie przeczytać. Po 30 latach z klawiatury i twardego dysku niewiele pożytecznego można zrobić, a plastik, szkło, metal i inne elementy z których zbudowany jest laptop nie da się łatwo zmielić i ponownie wykorzystać, co można zrobić z papierem.

I nikt mi nie powie, że nie ma to jak laptop do poduszki…

The IT Room

Ponad dwa lata temu, widziałem od środka jaka panikę i niezrozumienie wśród kadry zarządzającej Dell’a w Irlandii wywoływało słówko blog czy rss. Oba te słowa były kojarzone ze spadkiem produktywności, obciążeniem sieci, problemami z prawem, pracownikami którzy zamiast pracować blogują o niczym, albo piszą rzeczy, których Dell nie chciałby by wydostały się “na zewnątrz”.

Dwa lata temu Dell dojrzewał do pomocy technicznej w postaci chat’a na stronie www. Później, zupełnie nieoczekiwanie pokazała się strona Direct2Dell.com zawierająca posty pracowników Dell’a. Brakowało mi jednak czegoś, jakiegoś pazura, wyrazistości i siły przebicia.

Dziś zobaczyłem The IT Room. I choć jest to w moim mniemaniu odgrzewany kotlet, w dodatku spóźniony, jednak jest to powiew świeżego powietrza, nowego spojrzenia na IT, które Dell próbuje pokazać na rynku. Good job guys! IT nie jest śmiertelnie poważne i nie samą pomocą techniczną człowiek żyje…




Disclaimer

All postings are provided "AS IS" with no warranties, and confer no rights. This weblog does not represent the thoughts, intentions, plans or strategies of Microsoft or any other company or organization. Because a weblog is intended to provide a semi-permanent point-in-time snapshot, you should not consider out of date posts to reflect current thoughts and opinions.
All software used by author of this blog come from legal sources.

Add to Technorati Favorites