Archive for the 'eGospodarka' Category



Jeden dzień spod oka Wielkiego Brata

Dziś rano w BBC News 24 widziałem wywiad z pewnym jegomościem dotyczącym ochrony danych osobowych. Jak wspomniał zaproszony do studia gość, UK stało się krajem gdzie wszyscy są obserwowani i należy dokładnie określić granicę do jakiego momentu państwo może obserwować ludzi. Z jednej strony mamy ochronę przed terroryzmem i innymi formami przestępczości, a z drugiej ochronę prywatności gwarantowaną w konstytucji.

Tak wygląda UK, chciałem sprawdzić jak wygląda to w Irlandii. Postanowiłem przeanalizować dwa dni z życia obywatela Zielonej Wyspy.

Poranek. Włączam komórkę. Jeśli znajduję się w zasięgu co najmniej 3 stacji bazowych (BTS), sieć komórkowa jest w stanie określić moje położenie (a raczej mojego telefonu, co praktycznie jest tożsame) z dokładnością do 50 cm.

Podróż do pracy. Jeśli jadę samochodem (motorem) kilka kamer na kolejnych skrzyżowaniach jest w stanie odczytać moją rejestrację. Podróż LUAS’em (dublińskim tramwajem) - jeśli używam karty prepaid każdy skan przed wejściem do tramwaju to odnotowanie, że moja osoba się tam pojawiła. Po wyjściu z tramwaju muszę się “wylogować” - kolejna informacja w systemie. Jeśli chciałbym kupić bilet na czas krótszy niż 7 dni płacę gotówką, w przeciwnym wypadku mogę użyć karty płatniczej i znów pojawiam się w “systemie”.

Dzień w pracy. Nawet jeśli przez cały dzień skutecznie unikałem wzroku mojego szefa i myślałem, że będę tego dnia niewidoczny wystarczy by krótki telefon do ochrony upewnił mojego menedżera, że byłem w pracy. Każde wejście i wyjście z budynku to skan mojej karty. Każde użycie karty stołówkowej to kilka euro mniej z mojego konta. Nie wspominając oczywiście o fakcie odnotowania mojej obecności przez kamery w budynku i dookoła niego. Logowanie do komputerów (mam dwa na biurku) - informacje z dokładnością do sekundy o której się zalogowałem z jakiego komputera. Ściągam pocztę z serwera - pojawiam się w logach Exchange, innych serwerów POP3, wysyłam pocztę - logi w serwerach SMTP. Otwieranie plików na serwerach zdalnych - wpisy w Security Event Log informujące administratora o moim działaniu i czasie. Jeśli włączony jest audyt dostępu - logi wzbogacają się o nazwy plików, które otwierałem. Otwieram przeglądarkę i wpisuję adres URL. Informacje co przeglądam zapisują się na serwerach ISA w mojej firmie oraz na serwerach, których strony przeglądałem. Cookies zapisują informacje, które mogą być przydatne przy kolejnych odwiedzinach. Przeglądarka przechowuje nazwy użytkownika i hasła.

Pora lunchu. Płacę gotówką, którą wyjąłem wcześniej w bankomacie. W najlepszym przypadku tylko jeden bank dowiaduje się o tym fakcie. Jeśli jest to sieć ATM nie będąca własnością żadnego banku - odpowiednio więcej. Oczywiście nad bankomatem czuwa kamera. Podobnie wygląda sytuacja, kiedy płacę kartą za posiłek. Tym razem funkcję ATM przejmuje POS wdzwaniający się do systemu bankowego banku lub firmy pośredniczącej. Dodatkowo numer transakcji w barze/restauracji zawiera te same dane identyfikujące co informacje przesyłane do banku. W międzyczasie dostaję mandat za przekroczenie opłaconego czasu parkowania. Informacja o właścicielu samochodu jest łatwo dostępna dla osoby umieszczającej mandat za wycieraczką. Teraz kolejna firma, tym razem sprawdzająca parkowanie wie gdzie i o której godzinie znajdował się mój samochód. Ja nie mogłem być daleko.

Po pracy zakupy. Na wjeździe na parking kamera odczytująca tablicę rejestracyjną i rejestrująca moją twarz. Znów płacę za zakupy kartą. W razie konieczności bank może dowiedzieć się co kupiłem.

Na drugi dzień rano samolot do Londynu. Wcześniej zakupione przez Internet bilety, informacja o adresie IP, przeglądarce, systemie operacyjnym, rozdzielczości, liczbie kolorów wraz z moimi danymi adresowymi i numerze karty kredytowej lądują w systemie rezerwacji biletów. Check-in i pojawiam się wraz z numerem paszportu na liście pasażerów lotu BD120 do London Heathrow linii bmi. Wyłączając komórkę “znikam” w Irlandii by ponownie “pokazać się” na terminalu lotniska LHR, już w Wielkiej Brytanii. Korzystam z roamingu, więc nie tylko moja macierzysta sieć, ale także jej partner roamingowy wie z dokładnością do 50 cm gdzie się znajduję. Sytuacja z kamerami na ulicach, z biletami znowu się powtarza. Kupuję w sklepie fotograficznym obiektyw do mojego Nikon’a, płacę kartą, zakup nie był tani. Po 5-ciu minutach mój bank do mnie dzwoni z pytaniem czy wiem jaka była ostatnia transakcja na mojej karcie. Potwierdzam zakup. Wieczorem wracam do Dublina, sytuacja podobna co przy przylocie. Tym razem linia lotnicza Aer Lingus wie, że jestem jej pasażerem. Lot EI183 z LHR do DUB. Na lotnisku zamawiam taksówkę do domu. Taksówka wyposażona jest w środku w kamerę i nadajnik GPS informującą sieć taksówkarską gdzie znajdują się ich samochody. W międzyczasie ponownie “loguję się” w irlandzkiem sieci komórkowej Meteor.

Moja prywatność znika z momencie, kiedy otwieram oczy. Poajwia tylko wtedy, gdy wyjmę baterię z telefonu, wyłączę telewizor (cyfrowa kablówka), router, wszystkie komputery i udam się piechotą do lasu po drodze zasłaniając twarz przed wszędobylskimi kamerami. Oczywiście już na miejscu nikt nie może mnie zobaczyć.

Nie ma możliwości ucieczki spod oka Wielkiego Brata. Im bardziej świat staje się zbiorem milionów naczyń połączonych, im łatwiejszy jest przekaz informacji tym więcej osób i instytucji wie gdzie w danej minucie i sekundzie znajduje się moja osoba. Problemem staje się system, w którym jedna instytucja ma dostęp do wszystkich tych informacji w przypadku gdy nie jestem terrorystą czy nawet zwykłym kieszonkowcem. Dlatego też, jestem wielkim zwolennikiem instytucji, która będzie kontrolować przepływ takich informacji i stać na straży by nigdy nikt nie miał dostępu do wszystkich danych na temat obywateli.

Płatnik jednak będzie “otwarty”

Sąd Okręgowy oddalił apelację ZUS w sprawie protokołu KSI MAIL. Koniec.

Doskonale każdy wie co to znaczy. To co jest publiczne w końcu stanie się naprawdę publiczne.

DDoS w Szwecji będzie karany

Od 1 czerwca w Szwecji ataki typu DDoS będą karane jako przestępstwo zagrożone karą do dwóch lat więzienia. Czym jest DDoS i jak wygląda to w praktyce opisałem w notce pt. Co przytrafiło się gazeta.pl? w grudniu zeszłego roku.

A wszystko zaczęło się od “zemsty” za zamknięcie The Pirate Bay, znanej strony z torrentami. W odwecie serwisy szwedzkiego rządu i policji było niedostępne przez kilka godzin. Strony rządowe wróciły, podobnie The Pirate Bay, ale ktoś wyciągnął wnioski i wprowadził je w życie. Nowe prawo nie będzie rozróżniało między automatycznym atakiem (poprzez sieci botnet) czy ręcznym.

Podobne prawo obowiązuje już w kilku innych krajach europejskich. A jak jest w Polsce albo Irlandii, wie ktoś?

UKE i TP S.A.

Z pewnym niedowierzaniem dowiedziałem się, że Urząd Komunikacji Elektronicznej chce nałożyć na Telekomunikację Polską S.A. karę za zbyt dużą opłatę za, jak nazywa tą opłatę TP, “za utrzymanie łącza”. Dlatego rozumiem Komisję Europejską, która poparła polską firmę, tłumacząc, że rząd czy urząd nie może wpływać na rynkowe ceny dostępu do Internetu.

W Irlandii sprawa wygląda dość podobnie, z tym wyjątkiem, że nikt nie protestuje, co najwyżej z ciężką ręką przychodzi płacenie rachunków. Całkowicie normalną sytuacją jest to, że osoby nie posiadające telefonu, a chcące mieć łącze internetowe poprzez DSL płacą tzw. opłatę za kabel. Nierzadko jest to więcej niż sam Internet. Dla przykładu moja sytuacja - w domu mam podłączone 3MB/768kBit z BT (z darmowym routerem + access point), za które płacę 18 euro miesięcznie (pakiet korporacyjny z firmy). Kabel został położony i jest utrzymywany przez Eircom (coś jak odpowiednik TP S.A.). Za tą ostatnią usługę płacę co miesiąc 28 euro z centami.

Sytuację rozdzielenia abonamentu telefonicznego od opłat za Internet w Polsce obserwowałem od jakiegoś czasu, bo doskonale wiedziałem, jak ta sprawa się zakończy. Jeśli nie spodziewałem się kolejnych kar, to byłem pewien dodatkowych opłat, co najwyżej inaczej nazwanych w cenniku. Sytuacja z kolejną karą, która wydaje się zupełnie bezzasadna, a wnioskowanie o nią, jakoby w ramach opieki nad klientami co najmniej trwożące (powrót do sterowania rynkiem?), w moim odczuciu jest reakcją na to, że TP S.A. wbrew UKE, który zapewne chciał obniżenia kosztów dostępu do Internetu w Polsce, nałożyła nową opłatę (ew. można powiedzieć, że zastąpiła nową opłatą). Moje przypuszczenia są następujące: UKE nie wiedział albo nie miał doświadczenia z podobnymi praktykami i stąd wniosek o nowe kary. A wystarczyło zerknąć na sytuację za granicą by pewne kroki przewidzieć.

Kraina Oz wzorem dla ePaństwa

Pisałem kiedyś, jakto byłoby miło, gdyby tak wszystko przez Internet można byłoby załatwić. Wizja bankowości, urzędów, zakupów spowodowała nawet, że wysiliłem się na dość przydługiego posta pt. “Społeczeństwo informacyjne - mój komentarz“. Raz po raz wracam marzeniami do tej chwili, opisując kolejne przypadki otwarcia oczu na sprawy oczywiste - można szybciej i taniej obsłużyć petenta, kiedy ten korzysta z narzędzi online niż wysługując się pijącym kawę urzędasem.

Z zeszłym tygodniu do grona krajów, które wykorzystały zdobycze IT do przybliżenia urzędów zwykłym ludziom w mojej czysto subiektywnej ocenie dołączyła Australia.

Historia, dość krótka, zaczęła się od mojego widzimisia zdobycia wizy turystycznej do tegoż pięknego kraju. Zacząłem więc od Internetu i jak się okazało na nim poprzestałem, bo nic więcej robić nie musiałem. Procedura zaczyna się na stronie Department of Immigration and Multicultural Affairs. Wypełnia się formularz odpowiadając na pytania i uiszczając opłatę 42 dolarów australijskich (AUD), co wychodzi około 25 euro. Na końcu formularza dostaje się numer identyfikacyjny (taki “numerek do okienka”), który jest także przesyłany na emaila (ważne jest by go podać!). Po dwóch dniach dostałem kolejnego emaila od miłej pani z prośba o dosłanie zeskanowanego potwierdzenia zatrudnienia i ilości dni urlopu, jakie mam do wykorzystania w roku 2007 (w którym to planuję wycieczkę do Australii). Tego samego dnia dostałem takie pisemko z HR i wysłałem. Po kolejnych dwóch dniach dostałem informację, że wiza została przyznana i bym oczekiwał na … jej numer! Nie musiałem długo czekać, bo po kilku godzinach dostałem “oficjalny email” z potwierdzeniem numeru. Numer, bo wiza, jaką znamy np. z ambasady USA w Australii nie jest stosowana. Oni potrafią sobie zweryfikować na podstawie choćby mojego numeru paszportu czy wolno mi wjechać do ich kraju czy nie. I tyle! Żadnych wizyt w ambasadzie (Londyn), żadnego stania w kolejkach i przygotowywania szczegółowego planu podróży, żadnych potwierdzeń z hoteli, etc.

Czyż to nie jest fantastyczne? Czekam z ustęsknieniem na kolejne urzędy, firmy, kraje!
Słowniczek trudnych pojęć: oficjalny email - coś czego urzędnik w Polsce zbyt szybko nie wyśle, bo ustawa o podpisie elektronicznym wciąż jest martwa




Disclaimer

All postings are provided "AS IS" with no warranties, and confer no rights. This weblog does not represent the thoughts, intentions, plans or strategies of Microsoft or any other company or organization. Because a weblog is intended to provide a semi-permanent point-in-time snapshot, you should not consider out of date posts to reflect current thoughts and opinions.
All rights reserved. Quotations from this blog require author's written approval.
PL: Wszelkie prawa zastrzeżone. Cytaty z tego bloga wymagają pisemnego zezwolenia autora.

Add to Technorati Favorites