Zdecydowałem się na usunięcie podtytułu tego bloga “Polski informatyk w Irlandii”.
Wymienię kilka powodów.
Niedługo po przejściu z Dell’a do Microsoftu udzieliłem wywiadu do Gazety. Miało to związek z otwieraniem nowej fabryki Dell’a pod w Łodzią. Ktoś zarzucił mi wtedy, że nie jestem informatykiem tylko pracownikiem pomocy technicznej (support). Próbowałem nawet tą tezę obalić, choć z dość mizernym skutkiem.
Kiedy po roku pracy w MS moje zajęcia zaczęły bardziej koncentrować się na businessowej niż technicznej stronie informatyki, zacząłem się coraz bardziej zastanawiać czy mogę wciąż nazywać się “informatykiem”. Dochodziło nawet do takiej sytuacji, że gdy tworzyłem w 2007 roku plan i kierowałem wdrożeniem EPM (Enterprise Project Management) w naszym dziale, wszystkie zadania związane ze sprzętem i instalacją oprogramowania powierzałem działowi IT, sobie zostawiając jedynie ostateczną konfigurację pod konkretne wymagania.
W maju do Dublina przyleciał Janusz Leon Wiśniewski - magister fizyki i ekonomii, doktor informatyki i doktor habilitowany chemii, w końcu pisarz i autor m.in. “S@motności w sieci”. W Bankers Club na Stephen St Upper odbyło się spotkanie z autorem książki, na które się wybrałem.
W pamięci dość mocno zapadły mi jego słowa: wyjechałem z Polski by nie być “polskim informatykiem”. Wtedy, w latach 70-tych, w Polsce nie było dostępu do technologii jaka była na zachodzie. Dlatego bycie “polskim informatykiem” oznaczało posiadanie wiedzy, której nie można było w kraju wykorzystać - powiedział.
Ja nawet nie próbuję się porównywać do JLW z zakresu wiedzy informatycznej. Ja szukałem czegoś innego - nowych perspektyw, odbicia się od administracji systemami i sieciami w małych firmach i spróbowania życia wielkich korporacji. Znalazłem to w Dublinie.
Praca, czy w IT czy w jakiejkolwiek innej dziedzinie, nie ma flagi ani narodowości. Angielski, irlandzki czy polski informatyk będzie tak samo dobry jak każdy inny. Przypinanie sobie broszki “polski” nie służyło ani mnie, ani Polsce. Dlatego postanowiłem ją zdjąć.

> Praca, czy w IT czy w jakiejkolwiek innej dziedzinie,
> nie ma flagi ani narodowości.
W IT owszem rzadko kiedy ma. W innych dziedzinach tak nie jest. Ciężko mi sobie wyobrazić pracę polonisty bez flagi narodowości, czy historyka, czy dziennikarza itp.
Programiście, administratorowi, kierownikowi projektów etc. w zasadzie wszystko jedno w jakim kraju wykonują zawód. W innych dziedzinach niekoniecznie tak być musi.
Just my 2p
@kosmosiki
Z ta narodowoscia i zawodem zle trafiles - Norman Davies
Jesli spojrzec na wyniki roznych zawodow programistycznych, “polski programista” jest czyms zupelnie innym od “programisty”. czasami etykietki sa potrzebne.
off: Nie pod Łodzią, w Łodzi
Stała i zamrożona formuła nigdzie się nie sprawdza.
Jeśli ze zmianą czujesz się lepiej i masz na horyzoncie jakies nowe motto czy cokolwiek co Cie motywuje do blogowania na ten czy inny temat - go for it.
Pamiętasz “I can blog for food” z Facebooka? How about this?