W środę dostałem wiadomość, że jedna z dużych międzynarodowych korporacji wycofuje w 75% swój dział pomocy technicznej z Indii i przenosi ją na stare miejsce - do USA. Podobno powodem było bardzo niskie zadowolenie klientów z poziomu świadczonych usług.
W 2005 roku słyszałem o podobnej akcji dot. pomocy technicznej dla serwerów dla amerykańskich klientów firmy Dell. Amerykanie byli do tego stopnia niezadowoleni, że wymusili na firmie przeniesienie centra telefonicznego z powrotem do Stanów.
W Wielkiej Brytanii niektóre banki w ogłoszeniach w telewizji czy w prasie wręcz chwalą się tym, że ich telefoniczne centra obsługi znajdują się na Wyspie.
Czyżbyśmy obserwowali odwrót call-centers z Bangalore? Jak zwykle, blog jest otwarty na komentarze.

Dziwisz sie? Musiales kiedys rozmawiac z kimkolwiek z supportu z tamtad? Ja tak. I - nigdy wiecej, dziekuje - postoje.
nie mam zdania co do “indianskich” call-centers i kontaktach z pomocą techniczną.
Natomiast nie mam zastrzeżeń, do jakości kodu tworzonego przez ludzi z Bangalore dla AOL. Jest on na ‘normalnym’ poziomie.
Słyszałem, że obecnie w tym mieście jest tam ok. 3 miliony samych ‘IT-engineers’ co daje do myślenia o skali rynku w tym mieście i jego ew. trwałości
Dodając fakt, że Ich pobory to ok 35 procent poborów z Dublina - to tym bardziej zaczynam się zastanawiać o przyszłości AOL Dublin ;-).
Jest tylko jedna naturalna, przeszkoda, która pozostanie zawsze niezależnie od kursu dolar/euro/rupia. Różnica czasowa ok 10 godzin w stosunku do US powoduje, ze jedna ze stron musi się dopasowywać z godzinami pracy do strony drugiej. Niemniej ‘Indianie’ są zawsze na czas, choć wiem co musi dla nich oznaczać np. spotkanie w piątek koło południa czasu US…
Ja mam do indyjskich call center taki uraz,ze gdy tylko slysze w sluchawce charakterystyczne “How can I help you, sir?”, a sprawa nie jest krytyczna, rozlaczam sie i wiecej nie dzwonie
Patrzac na tego typu informacje, kamien jednak spada mi z serca, bo okazuje sie, ze nie jestem zwyklym, podlym rasista a po prostu jednym z setek tysiecy klientow, ktorzy maja dosc rozszyfrowywania co do nich mowi szalenie mila, ale rzadko kompetentna, osoba po drugiej stronie sluchawki.
Moze zabrzmi to dziwnie, ale… nareszcie
Ci kolesie nie dosc, ze kiepsko mowia po angielsku, to jeszcze ich poziom wiedzy jest baaardzo watpliwy.
Powiedzenie “you get what you pay for” chyba najlepiej obrazuje sytuacje. Mam nadzieje, ze inny pojda ta droga.
http://www.illwillpress.com/tech.html
Michal byc moze pamieta to jeszcze z czasow swojej pracy w polskim Microsoft
IMHO informacja na miarę “Wielkie powroty Polaków z Irlandii”.
Co powiecie na to, że conajmniej jedna firma pośrednictwa pracy w Polsce dogadała się z firmą Indyjską i będzie stamtąd ściągała informatyków do Polski?
A Wipro ma się w Polsce otwierać?
A poza tym kto pracuje w Call Center w USA?
Tak więc summa summarum - firmy może i wycofają się z Indii/Chin (niepotrzebne skreślić) ale te same osoby sprowadzą do USA/Irlandii/Polski, bo ktoś musi w końcu to robić.
Sytuacja z życia wzięte dotyczące tematu:
tel 17.10.2006r. do polskiej pomocy technicznej IBM-a.
Agent mówi z tak koszmarnym akcentem, że cięzko go w ogóle zrozumieć. Po kilkunastu minutach bardzo powolnego tłumaczeniu mu w sumie banalnego problemu usłyszałem “prosza powtórzyć, bo ja chcieć dobrze pana zrozumieć:)”.
Taaaa…a dzisiaj gdzies czytalem jak to sie w Gdansku wszyscy podniecaja ze hindusi wkraczaja grubo w tym rejonie w przemysl informatyczny i nawet chca utworzyc szkole zeby ksztalcic sobie kadre.Jesli zostanie utrzymany poziom z Indii to jestem ciekaw ostatecznego rezultatu tego podniecania sie.
Ależ, ależ - to chyba nie okazja do łatania na stałe narodowości z obecnym poziomem usług, ani nie powinna być też okazja do radości, że nudne stanowiska pracy w usługach wracają na Zachód. To chyba rynkowa szansa na wymyślenie taniego, a skutecznego sposobu szkolenia Hindusów, nie? Dzięki technologii powinno się coś wymyślić. Heh, w sensie - ja wymyślę i zbiję fortunę.