Ktoś kto spędza 6 godzin przed komputerem w samolocie lecącym na wysokości około 35 tysięcy stóp (około 11 km) niekoniecznie musi wydawać dziwakiem, przynajmniej mam taką cichą nadzieję. Te 6, z pozoru straconych godzin, może się przerodzić w bardzo produktywny czas, kiedy nikt nie zakłóca nam spokoju, jedzenie jest przynoszone do “biurka”, a telefony po prostu nie dzwonią. Nie ma Internetu (czasami jest to wręcz zbawienne!), jest za to cisza (względna) i spokojna muzyka na uszach. Pozwala się to doskonale skoncentrować na pracy, kodowaniu, debugowaniu, projektowaniu, czy też czymkolwiek co mieści się w pojęciu praca.
Zaletą latania amerykańskimi liniami jest ich zrozumienie potrzeb zapracowanych ludzi - przy każdym fotelu jest gniazdko, gdzie można podłączyć laptopa i uniknąć ryzyka zbyt małej baterii. Nie spotkałem takiego wynalazku w żadnej europejskiej linii lotniczej. Ostatecznie z jednego końca Europy na drugi doleci się w 3 godziny, a temu powinny sprostać wszystkie baterie. Jednak taki przykładowy AerLingus też lata za ocean…
Przez te 6 godzin udało mi się dokończyć kilka dokumentów i stron do naszej wewnętrznej aplikacji webowej. Nie ma to jak laptop jako prznośny SQL Server 2005 z Visual Studio 2008 pracujące na Windows Vista Enterprise.

Też sobię chwalę podróże. I to nawet nie tylko samolotem, ale i pociągiem (np. takie 5h Warszawa-Wrocław).
Faktycznie tylko minus w samolotach to ten brak gniazdek. W pociagu tez przy rezerwacji miejscowki musze za kazdym razem zaznaczac, ze prosze o miejsce przy gniazdku.
Zazwyczaj podczas takich podrozy udaje mi sie nadrobic zaleglosci, do ktorych nigdy nie chce mi sie zabrac.
No i to faktycznie dziwna rzecz, ze jak czlowiek nie ma internetu (albo dziala po GPRS jak krew z nosa) to zaraz jakos sie bardziej produktywny robi
Robi sie bardziej produktywny bo nie ma gdzie wyjsc na ’smoke break’
W europejskich liniach latajacych przez atlantyk takie cuda jak gniazdka tez sa … tylko nie w calej klasie ekonomicznej. Przewaznie w tej niby “lepszej” czesci ekonomicznej na poczatku samolotu. Napewno tak ma SAS i lufthasa.
ja sobie w samolocie ciagle obiecuje, że coś zrobie. Potem jednak momentalnie zasypiam i budzę się jak ląduje z przerwami na papu i okazjonalne “siusiu”.
test from iphone
test from nokia n82