Miałem w piątek wolne, ale i tak ściągnąłem koło południa pocztę, by dowiedzieć się co w trawie piszczy. W newsach już huczało - Microsoft kupuje Yahoo. A w skrzynce znalazłem email od Steve’a, który pisał o decyzji zakupu.
Na kilka dni przed tym wydarzeniem czytałem o wynikach finansowych Yahoo, o proponowanych zwolnieniach ponad 1,000 osób i o opiniach specjalistów z branży dotyczących firmy. Mimo dość dobrych wyników finansowych Yahoo jakby nie mogło się wstrzelić z pomysłem na sukces. Nie udał się eksperyment z platformą społecznościową 360, firma zamknęła swoją platformę aukcyjną oddając pole eBay. Z drugiej strony mamy Flickr, del.icio.is czy upcoming.org (które wszystkie zostały zakupione). Yahoo jest na pierwszym miejscu jeśli chodzi o dzienną odwiedzalność (opierając się na danych z alexa.com), co daje bardzo dobrą pozycję dla reklam.
Zarząd Yahoo dużego wyboru nie ma. Może restrukturyzować firmę, tym samym obniżając koszty, a jednocześnie szukać pomysłów, ale bez jasnej strategii na najbliższe lata może to nie spotkać się z akceptacją ze strony akcjonariuszy. Może też zaakceptować ofertę Microsoftu. Tutaj jednak jak pokazuje historia, czeka dużo niewiadomych. Poprzednia tak olbrzymia fuzja AOL i Time Warner nie zakończyła się dobrze dla obu firm, przynosząc aż 99 miliardów dolarów straty w 2002 roku. Poprzednie zakupy Microsoftu też nie były spektakularnymi sukcesami. Przykładem może być zakup w 1997 firmy Vxtreme Inc. oferującej “web theatre”. Hotmail, Navision Software, Great Plains Software Inc., Visio Corp. czy Bungy to jednak przykłady kilku udanych inwestycji. Expedia, która do 1999 była częścią Microsoftu też sobie dobrze radzi.
Nie czuję się w dobrej pozycji, by komentować decyzje zarządu firmy, w której pracuję. Jakikolwiek by to komentarz nie był, z jednej strony mógłby być uznany za stronniczy, a z drugiej strony za ryzykowny dla mnie samego, jeśli stanąłbym w opozycji. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie pokusił się choć o odrobinę komentarza. Z Yahoo! Mail korzystam od 1995 roku, przyzwyczaiłem się do niego (w przeciwieństwie do gmail czy live) i nigdy nie mnie zawiódł (inaczej niż firmy, u których hostuję swoją własną domenę). Najstarsze wiadomości, które wciąż trzymam w skrzynce pochodzą z 2001 roku (Friday, 24 August, 2001). Uważam Yahoo! Mail za jeden z najlepszych darmowych serwisów pocztowych. Chciałbym, by dalej pozostał najlepszy, darmowy i bym wciąż miał ten sam adres, na tej samej domenie.

Ja pozwolilem sobie troche pogdybac.
Szczerze mowiac, nie wiem po co MS jest Yahoo!. Technologicznie raczej nie maja nic czego Microsoft by nie mial. Jedyny argument jaki do mnie dociera to paniczny strach przed Google i zwiazana z tym chec przejecia poteznej bazy uzytkownikow Yahoo! Mail/Yahoo.com/Flickr jako kontratak - czyli: rynek reklamy on-line.
Apropos Yahoo! Mail, interesujace jest potencjalne rozwiazanie problemu ze zdublowana funkcjonalnoscia: Hotmail wchlonie Yahoo!, czy tez na odwrot, a moze oba zostana w takiej formie jakiej sa?
Okaze sie, jesli dojdzie do transakcji a mysle, ze to zajmie sporo czasu i kilka “sledztw” anty-monopolowych zainicjowanych przez konkurencje. O ile wiem, Google juz sie do sprawy odniosl, oczywiscie mocno negatywnie.
Apropos stanowiska Google: http://googleblog.blogspot.com/2008/02/yahoo-and-future-of-internet.html
Google odniosl sie do sprawy tak, jakby byl straznikiem otwartosci i walki z monopolem, ktorym btw stal sie ostatnio (stosujac podobne praktyki za ktore szkaluje MS). Niesamowita fala krytyki przetoczyla sie przez siec po tym poscie na blogu Googla.
Co do maila to nie widzę problemu, aby przy nowych kontach dawać możliwość wyboru domeny z combo. Klient poczty mógłby być wtedy transparentny.
Nie miałem poczty na Yahoo nigdy więc nie wiem jak tam z funkcjonalnością (kalendarz, etc). Jeśli te usługi są porównywalne co do cech to taka powolna i stabilna integracja wydaje się rozsądna.
Przeczytałem na szybko post z bloga Google’a. Wycinając całą aurę “zły, niedobry Microsoft” wydźwięk odbieram trochę jakby ich zabolało.
Tak czy siak na razie to oferta. Do zamknięcia transakcji jeszcze trochę drogi do przejścia jest.