Po przeczytaniu postu Tomka (Orange BE(eeee) … podsumowanie, W2K.PL, 07/01/2008) postanowiłem napisać o pewnej firmie z mojego podwórka, z irlandzkiego podwórka.
Pisałem kiedyś o sieci Three (3), czyli firmie komórkowej olbrzyma Hutchison Whampoa. Pisałem o moich problemach z korzystaniem z usługi dostępu do Internetu z telefonu innego niż dostarczonego przez dostawcę i moich przejściach z pomocą techniczną czy infolinią (ani nie byli pomocni ani nie udzielili mi informacji, nie byli nawet techniczni, więc nie wiem jak mam ich nazywać). Po tych przygodach myślałem, że już nie będę musiał do nich dzwonić.
Minął jakiś czas, mój PDA nie zdał egzaminu jako pożyteczne narzędzie, które może być pomocne w pracy. Skupiał na sobie za dużo mojej uwagi, przez co stał się gadżetem, a nie narzędziem. I w jakiś sposób odkryłem, że jestem staroświecki i wolę kalendarz w Outlooku w laptopie, który i tak noszę ze sobą na wszystkie spotkania. PDA jako telefon też się nie sprawdził. Trochę uwierał w tylnej kieszeni w piątki wieczorem w pubie.
Postanowiłem zatem wrócić do Motoroli, jaką dostałem od Three. Ubzdurało mi się, że jeśli już płacę za 10GB na miesiąc to niech mi będzie wolno z tego korzystać także na laptopie. Nic bardziej mylnego. Firma Three nie chce (dosłownie pani powiedziała do mnie: we don’t appreciate) by jej klienci w ten sposób korzystali z Internetu, w ofercie ma specjalne karty PCMCIA czy inne urządzenia podłączane przez USB. Ja nie chciałem się wykosztowywać około 100 euro by nabywać kolejny gadżet, więc podziękowałem za tę usługę i w praktyce wróciłem do czasów kamienia łupanego, gdzie telefon komórkowy znów służy tylko do rozmów i SMS’ów.
Usability not appreciated. Yayks!

0 Responses to “Three, 2, 1, zero”