Moja antyspołeczna i antysocjalna postawa bierze się z braku akceptacji idei Internet social networking jako metody komunikacji i utrzymywania relacji z innymi ludźmi. Pozwolę sobie napisać kilka słów dlaczego tak jest.
Kiedy założyłem swój profil na facebook.com, sądziłem że strona pozwoli mi znaleźć starych znajomych, może nieco odświeżyć zakurzone już relacje, poznać nowych ludzi. Zainstalowałem kilka aplikacji, które w moim mniemaniu miały zbliżyć mnie do tego celu. Jednak ilość informacji, jakie były wymagane przy ich instalowaniu zaczęła budzić moje podejrzenia i obawy w jakim celu są one zbierane, jak są przetrzymywane i wykorzystywane. Moi znajomi (po kilku miesiącach zebrała się ich całkiem duża grupa, niekoniecznie starych znajomych, ale także osób, które widywałem na codzień albo siedzących naprzeciwko mojego biurka!) wysyłali mi zaproszenia do zainstalowania kolejnych aplikacji, w których mogłem określić co i kiedy lubię pić, jakim samochodem jeżdżę, jaką lubię kawę, czy jestem wampirem czy wilkołakiem (sic!), program do tworzenia listy ulubionych filmów i piosenek, inne wersje aplikacji “wall”, dzięki której można pisać ludziom na ich profilach - po prostu zostawiając tam wiadomości. Czasami aplikacja “wall” nie działała jak trzeba i wydawało mi się, że otrzymywałem wiadomości, które niekoniecznie były adresowane do mnie (vide: Czytaj cudzą pocztę na Facebook.com, ITblog, 31/07/2007).
Wszystkie te aplikacje powodowały, że coraz bardziej i bardziej dzieliłem się informacjami o samym sobie z całym światem, a cel który chciałem osiągnąć wcale tego nie wymagał, bo sprowadzał się do zapisania … adresu email.
Domyślnie mój profil był dostępny do wglądu dla każdej osoby zarejestrowanej w systemie. Dopiero ręczne ustawienie poziomu “bezpieczeństwa”, cokolwiek to z bezpieczeństwem moim czy moich danych miało wspólnego, pozwoliło mi być dostępnym “tylko dla znajomych”, bądź pokazywać jedynie pewną część moich danych innym osobom. Jednak każda z aplikacji, które instalowałem wymagała osobnej konfiguracji, każda wymagała “zaufania” i dostępu do pozostałych moich danych. W dodatku natarczywość informacji wymagała prawie codziennych wizyt na stronie i chciał czy nie chciał, czytania o tym, że John już nie jest singlem, Michelle najchętniej pije szampana ale tylko w piątki, Anna jest zmęczona po podróży do Belgii i temu podobne. By pozbyć się tych natręctw konieczne było, znów, ręczne konfigurowanie powiadomień.
Nie wyobrażałem sobie gorszej sytuacji, więc zebrałem emaile osób, z którymi chciałem dalej korespondować i zniknąłem z facebook.com tak szybko jak się tam pojawiłem. Gdzieś w myślach kołacze mi się jednak pytanie, czy wszystkie moje dane zniknęły z serwisu, czy też wciąż zalegają w jego mrocznych zakamarkach dysków.
Wtedy wielką falą nadeszła nasza-klasa.pl. Wszyscy tak się tym serwisem zachwycili, że Pan Gąbka został najsłynniejszą personą roku 2007-go w Polsce (jego sława dotarła także na Zieloną Wyspę). Niech mi będzie wolno powiedzieć: nie mam nic przeciwko spotkaniom klasowym, kontaktom z ludźmi, z którymi ostatni raz widziałem się 14 lat temu, ale cała Polska nie musi wiedzieć, że np. w 7-mej czy 6-tej klasie chodziłem w kraciastej koszuli i w okularach na pół twarzy (zjawisko fikcyjne). Ja sam nie muszę i co najważniejsze - nie chcę czytać podpisów pod zdjęciami w stylu “z Misiem na Kanarach, z największym Skarbkiem mojego życia w Paryżu, z cudowną Pysią w Indiach, z Mężulkiem w naszym salonie” (cytat z bloga In Dublin fair city…, Nasza Klasa, czyli kij w mrowisko, 06 stycznia 2008), które pokazują roztyłego faceta przed 30-tką, w dodatku w samych slipach. Jeśli i nawet to nie było tak złe, na jakie by mogło wyglądać, to przeraziła mnie sieć relacji i powiązań, jakie się tam w naturalny sposób wytworzyły.
Zagram teraz jak były premier, pan Jarosław K., który w wywiadzie dla Wprost opisywał spotkania w parku ze swoimi ministrami i zachowam się trochę, odrobinę paranoicznie. W takiej sieci powiązań jaką jest nasza-klasa.pl czy facebook.com, każdy może odnaleźć dowolną osobę, dowiedzieć się o niej najdrobniejszych szczegółów, poznać jej adres zamieszkania czy numer telefonu. A wszystko to zadając jedynie odpowiednie pytania do osób, które chodziły do tej samej szkoły w podobnych latach co ja, pracują w tej samej firmie, gdzie pracuję bądź pracowałem, czy w tym samym mieście, gdzie mieszkam bądź mieszkałem.
W świecie bez Internet social networking dotarcie do tych samych informacji byłoby znacznie trudniejsze i wymagałoby umiejętności policyjnych czy też dostępu do informacji, które posiada jedynie administracja rządowa, samorządowa bądź sama policja. W Internecie wystarczy założyć konto na nasza-klasa.pl czy w podobnym tego typu miejscu.
Wysunę odważną tezę, że facebook.com czy nasza-klasa.pl czy inny tego typu serwis kiedyś “pęknie” i do Internetu przedostaną się informacje, których użytkownicy tych serwisów nie chcieliby czytać na publicznych grupach dyskusyjnych. I obawiam się, że choćby najdoskonalej przestrzegana Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, Dz.U. 1997 nr 133 poz. 883 czy Data Protection Act, 1988 może nie wystarczyć by użytkowników przed taką katastrofą zachować. I będę dalej paranoiczny w swoich tezach i napiszę, że świat w którym wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, gdzie informacja może być wykorzystana jako broń, gdzie baliśmy się, że państwa, rządy i urzędy skarbowe będą wiedziały o nas wszystko, może zmaterializować się szybciej niż się tego spodziewaliśmy. A co gorsza, sami sobie taki świat stworzymy - za naszym przyzwoleniem, po kilku kliknięciach myszką, kilku przyciskach Approve.
Będę dalej paranoiczny w swoich przekonaniach, a na pewno nie będę tak naiwny jak pan Clarkson (znany m.in. z programu Top Gear na BBC), który publikując w gazecie numer konta i numer rozliczeniowy banku (tzw. sort code) myślał, że nikt z jego konta nic wypłacić nie może. Pomylił się na £500. (źródło: artykuł na BBC News: Clarkson stung after bank prank). I moja paranoja nie wynika z faktu, że pracuję w dziale zajmującym się bezpieczeństwem i wirusami, choć “schorzenie” to jest tam bardzo przydatne. Stanie z boku i obserwacja pozwalają widzieć z nieco innej perspektywy, a co najmniej nieco szerszym kątem. Czego i innym życzę.
Poradnik o bezpieczeństwie na Facebook.com, napisany przez mojego znajomego: Blog The Daily Vend: A guide to Facebook’s security settings aka Facebook Security for the Unitiated!
Mój stary post na podobny temat: Zapomnij o anonimowości! z 29-go marca 2007.
Jeśli uważasz, że przesadzam albo mam rację, zostaw komentarz. Bardzo chętnie przeczytam głosy innych w tej dyskusji.

Mała korekta - kiedy zakładałeś profil na Facebook to chyba myślałeś, że znajomi odnajdą Ciebie.
Inaczej (w odwrotnej sytuacji - Ty chciałbyś kogoś odnaleźć) nie podawałbyś tych danych, o których mowa.
I pojawia się pytanie - czy było warto? Czy odnalazłeś tych znajomych? Czy coś to dało? Jak to się mówi - albo rybka albo pipka.
Te narzędzia to tylko narzędzia. Zawsze znajdzie się jakiś matoł (albo całe stado) jak np. kryminalni wrzucający swoje zdjęcia “klasowe” ze szkół policyjnych i dane pozwalające na identyfikację kolegów (czego tamci mogą sobie nie życzyć bo mogą się obawiać o zdrowie swoje czy rodziny).
Ale są też tacy co z tego korzystają aby np. odnowić znajomości. To tak jak ze wszystkim, nie ma tutaj co dramatyzować. Ja rozumiem, że to z troski o innych, ale to należy edukować itp. wszystko jest dla ludzi.
I jeszcze teza - że to pęknie - podejrzewam, że w pewnym sensie codziennie pęka. To jest wliczone w ryzyko prowadzenia takiego portalu. Żadnej wpadki o dużym profilu raczej nie ma się co spodziewać. W końcu tutaj chodzi o dane de facto publicznie i tak dostępne, tylko tradycyjnymi środkami trudniej.
Swoją drogą to wiele lat temu powstawały teorie (Lem również), że ludzie oddadzą swoją wolność za drobne wygody i to wcale nie będzie się odbywało drastycznie.
@Kosmosik: tak, znalazlem. Korzystajac z imion i nazwisk, communities czy grup do ktorych nalezeli, jakos udalo sie wylapac spora grupke.
Edukacja jest dobra, ludzie powinni sobie zdawac sprawe z tego jak te serwisy dzialaja i co moze sie stac, gdyby ich dane osobowe wpadly w nieodpowiednie rece. Ale wiesz jak to z edukacja bywa, wszyscy wiedza, ze fast food tuczy, ale w McDonald’s wiecznie sa kolejki. Wszyscy wiedza o tym, ze nalezy ograniczac emisje gazow cieplarnianych i ograniczac zuzycie paliw kopalnych, ale BMW 530 wyglada lepiej pod domem niz Toyota Prius. I tak dalej.
Czy dramatyzuje? Nie, jestem tylko az nadto ostrozny. Bo tak naprawde, jesli mnie samego to nie dotknie, to po rozlanym mleku plakac nie bede. Ot, egoizm.
Opis bardzo dobitny i niestety… trafny. Niestety, bo zalew wszechobecnych serwisów społeczniościowych chcących mieć jak najwięcej informacji o swoich użytkownikach jest nie do zatrzymania. Sam projektuję podobne serwisy (w stylu trędu web 2.0), jednak z moją grupą zakładamy, że prostota jest najlepszą funkcjonalnością - dlatego w szeregu formularzy nie pytamy o rozmiar buta czy ulubioną potrawę, a wyłącznie o imię i nazwisko. Od kilku dni chodzi mi po głowie podobny felieton po głowie tyle, że napisałem do administratorów NK pytanie jakim prawem umieszczają zdjęcia z danymi personalnymi osób, które nie wyraziły na to zgody (scenariusz jest taki: ktoś dodał zdjęcie tablo, na którym oprócz imienia i nazwiska widnieją też różne daty itp.). Odpowiedź jaką uzyskałem (do tej pory) możnaby określić krótko: nie mają pojęcia o panującym w naszym kraju prawie (brzmiała mniej więcej tak: serwis działa zgodnie z regulaminem na stronie blablabla). Swoją drogą sprawa z oddziałami specjalnymi policji na NK też była ciekawa… dlatego konta w serwisach, gdzie wymaga się ode mnie zbyt szczegółowych informacji o mnie po prostu nie zakładam (i tak np. nie należę do jednego z 6 milionów “wybranych” na NK).
Pozdrowienia
kiedyś ludzie obawiali się używać swojego prawdziwego imienia i nazwiska w internecie-obawiali się z różnych powodów, ktoś mógł nas w ten sposób znaleźć, albo zemścić się za niezbyt pochlebny komentarz na jakieś grupie dyskusyjnej/forum/etc.
dzisiaj nikt już nie obawia się tworzyć maila z imieniem i nazwiskiem w loginie. a nawet aby można było brać nas poważnie(np. w CV) taka forma przedstawiania naszego maila jest bardzo zalecana(bo przecież śmiesznie brzmi np. futurystyczny_misiaczek@serwer.com - dla osoby która ubiega się np. o stanowisko menadżera dużej firmy).
dziś wiele osób już nie obawia się udostępniać swoich danych publicznie-bo gdy chcą to i tak mogą pisać pod pseudonimem lub jako zwykły anonim. ale jeśli chodzi o serwisy społecznościowe to zaistniał nowy problem: co z tego, że ja czy Ty usuniemy swoje konta wraz z danymi i zdjęciami. nie możemy kontrolować całego internetu wraz ze wszystkimi naszymi znajomymi-a Oni w każdej chwili mogą wrzucić jakieś “wspólne” zdjęcie, gdzie np. znajdziemy się całkiem przypadkiem w dość niemiłej sytuacji, lub pozie
myślę, że na tym etapie już nie jesteśmy w stanie kontrolować przepływu informacji na nasz temat. bo jeśli my nie udostępnimy swoich danych, to wcześniej czy później zrobi to któryś z naszych znajomych(np. całkowicie przypadkiem podając w jakimś appie imiona i nazwiska swoich najbliższych przyjaciół).
internet doprowadził do takiej sytuacji, że już nie jesteśmy anonimowi, bo zawsze można nas gdzieś odnaleźć-jak nie na serwisie społecznościowym…to na logach serwisów do których zaglądamy. takie życie
Co do Facebook to sie nie wypowiadam bo nie używam. Co do naszej-klasy to wysunąłbym tezę że to brak świadomości większości użytkowników o zagrożeniach i sposobach im zapobiegania jest tu głównym problemem. Nie widzę nic złego w tym że ludzie dzielą sie informacjami o sobie dopóki mają pełną świadomość tego komu je udostępniają. W przypadku n-k przy domyślnym ustawieniu wystarczy zapisać się do klasy danej osoby (oczywiście nie przy tym żadnej weryfikacji) by poznać udostępniane przez nią dane kontaktowe. Myślę że gro użytkowników zapisujących się nie ma świadomości jak jest to łatwe i pewnie nie wszyscy mając tę świadomość wyrazili by na to zgodę. Poza tym odnosząc się do Twojego posta cóż więcej mogłoby “wypłynąć” z n-k niż to do czego teraz nie można się tam łatwo dostać?
Oj Michale… czepiasz sie
Przeciez nikt Ci nie kazal wpisywac tych wiadomosci o sobie 
I… dziala - odnalazlem kilka osob na ktorych mi zalezalo.
Ja w Facebooku wpisalem tylko moje imie i nazwisko. Nie instalowalem zadnych wtyczek itp. Jak ktos chce mnie znalezc - prosze bardzo, dalej kontakt przechodzi na maila. To samo w nasza-klasa.
Co prawda ktos moze sprawdzic grono moich znajomych i probowac wyciagnac jakies informacje o mnie od nich. Ale to… jest ryzyko ktore sie podejmuje lub nie.
Michale, a czy nie masz konta na LinkedIn? Zreszta wpisz sobie swoje imie i nazwisko w google. W sumie troche tych informacji o Tobie mozna zebrac. Czy zapiszesz sie do kolejnego forum czy nie
I w sumie… nie wiem czy daloby sie mnie z nim powiazac 
A nickname w necie i tak mam
Michał nie bardzo Cię rozumiem. Z jednej strony piszesz, że jesteś bardzo ostrożny. Z drugiej strony żalisz się ile to danych wpisałeś do jakiegoś systemu. Odpowiedź jest prosta - nie używaj, albo używaj rozsądnie. I to samo można napisać właściwie o każdym ludzkim wynalazku.
Jak napisałem - wszystko jest dla ludzi i moim zdaniem bilans takiej NK wychodzi pozytywnie, ludzie się spotykają, odnawiają znajomości itp. i to jest OK. Że po drodze znalazło się kilku baranów - well ze WSZYSTKIM tak będzie.
Mnie osobiście “rybka” czy ktoś ma dostęp do tego co wpiszę w naszą klasę czy innego linkedIna. Dlaczego? Bo dużą część tych informacji i tak można znaleźć przy pomocy Google, a jak podaję jakieś osobiste informacje, to właśnie po to, by się nimi dzielić. Jak nie chcę o czymś informować całego świata, to po prostu tego nie podaję, a nie potem się złoszczę że to ujawniają.
Problem się pojawia, gdy ktoś inny podaje informacje o nas - zdjęcia klasowe, wspomnienia w blogu, teksty na forach, telefony podawane tu i tam, informacje gdzie kto mieszka, co robi…
Takie protesty dla mnie wyglądają jak towarzsytwa przeciwników kolei żelaznej - większość ludzi lubi zaistnieć w sieci i opowiadać o sobie i ma gdzieś prywatność (w każdym razie do momentu gdy im to się nie odbija czawką, a wtedy to już jest za późno - Google nie zpaomina), więc nasze infidywidualne prostesty tego nie zmienią - kampania informacyjna mogłaby pomóc.
No właśnie masz absolutną rację. Takich rzeczy jak świadomość i higiena życia on-line to powinni w już w szkołach uczyć… tym bardziej, że obecnie praktycznie nie da się istnieć bez korzystania z systemów informatycznych.
Ty jestes anti-social z innego powodu!
Za bardzo poswiecasz sie pracy
Troche powazniej, odnosnie facebook: jest to tak samo bezuzyteczny serwis jak myspace czy bebo. Taki Hyde Park, gdzie wszyscy robia wszystko i nic z tego nie wynika. Gdzie jest sens rozmawiania via facebook z ludzmi, ktorzy siedza biurko dalej, lub ktorych widujemy kazdego dnia? Jakby nie mozna isc na realne piwo!
Co wiecej, konta facebook nie da sie usunac, czego akurat doswiadczylem w praktyce chcac sprawdzic “o co w tym wszystkich chodzi”. Jedyne co mozna zrobic, to usunac wszystkie dane i deaktywowac profil. Juz taki drobny szczegol powinien dac ludziom do myslenia! Bo jaka mam gwarancje, ze dane o mnie faktycznie zostaly usuniete, skoro profil nadal istnieje, choc widoczny jedynie dla mnie i pomocy technicznej? Zadnej.
Co do samej sensownosci serwisow spolecznosciowych, zdanie mam mieszane. Facebook uwazam za bezuzyteczny bubel, podobnie myspace i bebo. Calkiem interesujace sa LinkedIn i Goldenline. Sam korzystam jedynie z trzech tego typu serwisow, przy czym jedynym wchodzacym w sfere prywatna jest nasza-klasa. Trzeba wiedziec jak z tego korzystac, i mysle, ze osoba swiadoma zagrozen nie powinna miec zadnych problemow. Osoby nieswiadome trzeba edukowac, choc smiem twierdzic iz wiekszosci temat absolutnie nie interesuje. Dbajmy o wlasny interes, a reszta nie sobie robi co chce
Wczoraj zaczepil mnie znajomy z pytaniem “dlaczego wciaż jestem na sieci skoro nie moge znalezc tu juz nowych znajomych”. Zadał to pytanie do siebie samego.
Odpowiedziałem za niego: “Nie wiem, przecież w Twoim wieku nowych znajomych najpewniej znajdziesz albo w pracy albo na piwie w knajpie jak sie z tej roboty w koncu wyrwiesz, na sieci kultywujesz tylko stare znajomosci”
Coś w tym jest, choć z tym facebookiem dużo jest bezargumentacyjnego żalu to trzeba przyznać, że słowo “networking” jest dla niego dosyć obce.
Aczkolwiek mnie się udało tam poznać już 2 nowe osoby, na razie niewiele wnosząca korespondencja, aczkolwiek widać że są osoby, które robią tam coś więcej niż dodają coraz to nowsze aplikacje.
Btw.: ja jestem ninja zombie, z wampirami i piratami naparzam się jak dziki
Jakas nowa strona o Policji? Fajnie. Nioe podoba mi sie skrót HWDP. Może mi go ktos sprecyzować. Będę wdzięczna. Pozdrawiam.
Nice to meet you.
A. Komentarze się wpisuje tutaj. Sorry. Anti-social to ty nie jesteś.
Co ci moge powiedzieć to tylko tyle że z bezpieczeństwem jest różnie i nie ma co się wściekać. Pozdrawiam.