Od kilku lat trwa wojna. Odkąd firmy zaczęły dbać o bezpieczeństwo, odkąd zaczęto powszechnie stosować reguły i przepisy by blokować, zabezpieczać, ustawiać hasła, PINy, wymagać smartcard, żądać szyfrowania, stosować prawa odczytu, zapisu i uruchamiania, instalować poprawki, patche i usprawnienia, aktualizować systemy, zmieniać infrastrukturę, trwa wojna. Wojna między użytecznością i bezpieczeństwem. Wojna między tym do czego można komputer wykorzystać a do czego wykorzystywać go nie można. Wojna między sferą biznesową a IT.
Zapewne nikt tak dobrze nie oddałby kuriozum tej sytuacji jak Scott Adams w Dilbercie. “W perfekcyjnym świecie nikt nie byłby w stanie z niczego korzystać”. To wyobrażenie świata idealnego w bezpieczeństwie IT.
Ze względów oczywistych o tych sprawach nie można pisać i mówić publicznie, ani w rodzinie, ani ze znajomymi, ani nawet z pracownikami innych działów. Tłumaczone to jest względami bezpieczeństwa.
“By dokończyć procedury logowania spójrz prosto w Słońce”.


A wystarczyłoby, żeby ludzie nie kłamali i nie oszukiwali
Dokladnie, uczciwosc i mamy po problemie
Eh, panowie, znacznie upraszczacie sprawe. Brakiem uczciwosci nie mozna wytlumaczyc przymusowego skanowania antivir w srodku dnia, prawda? Jest mnostwo przypadkow, gdzie poziom zabezpieczen na tyle przerasta skale ryzyka, ze staje sie natretne.