Z punktu widzenia Mac’a w Microsoft - rozmowa z Jackiem Suligą

Michał Osmenda: Zacząłeś przygodę z profesjonalnym IT jeszcze w liceum - grafika, webdesign. Jak to się zaczęło i skąd to parcie na komputery?

Jacek Suliga*: „Parcie” na zawodowe zajmowanie się komputerami miałem od mojej pierwszej z nimi styczności. W bardzo odległych czasach jedynym sposobem na pozyskanie gier było albo nagrywanie ich z audycji radiowych, albo mozolne wpisywanie kodu BASIC z magazynów komputerowych. I to właśnie mnie fascynowało – możliwość wpisania magicznych sekwencji znaków, które zmuszały komputer do posłusznego wykonywania poleceń użytkownika.
Moja praca w liceum (oczywiście sezonowa i na kawałki etatu) wynikała z fascynacji siecią Internet, w którą wskoczyłem nad wyraz chętnie po krótkiej przygodzie z umierającym FIDO. Zaczęło się od prywatnej strony, która brała udział w wielu organizowanych wówczas konkursach, by przejść płynnie w niewielki biznes. Niestety, małe firmy szybko przegrały wyścig o klientów w sferze stron WWW. I dobrze, bo ja znowu chciałem robić coś innego.

Będąc studentem w ComputerLandzie…

Po skończeniu trzeciego roku studiów na Uniwersytecie Wrocławskim, postanowiłem zaryzykować i poszukać pracy na niepełny etat, by jak najszybciej zacząć zdobywać „prawdziwe” doświadczenie jako programista. Nie chciałem jednakże brać byle czego (wszak miałem jeszcze przed sobą dużo czasu), więc złożyłem moje studenckie CV w raptem pięć miejsc. Ostatecznie, po kilku rozmowach kwalifikacyjnych, zostałem zatrudniony przez wrocławski oddział ComputerLandu. Początkowo było to 3/4 etatu, jednak przed zakończeniem czwartego roku studiów przeszedłem na pełny etat. W ComputerLandzie (obecnie Sygnity) miałem okazję pracować przy niesamowicie interesujących i rozwijających projektach. Początkowo byłem programistą C/C++ w zespole rozwijającym system oddziałowy dla Narodowego Banku Polskiego, by po kilku latach zostać kierownikiem zespołu, który w międzyczasie zmienił technologię na Oracle. Pierwsze lata mojej pracy przynosiły mi tak wiele wewnętrznej satysfakcji, iż wiedziałem już, że trafiłem w dziesiątkę – i że to jest to, co chcę robić. Późniejszy czas tego nie zmienił, kształtował jedynie technologie jak i środowisko, w jakich chcę spełniać się zawodowo.

Skok za morze, a nawet dwa …

Na moją decyzję o wyjeździe z Polski wpłynęło kilka czynników. Zmęczenie pracą w coraz mniej sprzyjających warunkach było jednym z nich: nie czułem się dobrze odchodząc od C/C++ do technologii opartej o bazy i środowisko Oracle, dodatkowo atmosfera w pracy z różnych powodów (głównie wewnątrzpolitycznych) nie była już tak atrakcyjna. Mój „life-work balance” był mocno zachwiany, a dodając do tego spore problemy osobiste – czułem dużą potrzebę zmiany, wykonania zdecydowanego kroku w jakimkolwiek kierunku. Kusił mnie wyjazd za granicę, niestety liczba anglojęzycznych państw z otwartym rynkiem pracy dla Polaków jest nadal niewielka. Padło na Irlandię i Dublin.


Jak porównałbyś pracę w Polsce do pracy w Irlandii?

Dla mnie to były dwa różne światy, zarówno jeżeli chodzi o podejście pracowników do pracodawcy, jak i w drugą stronę. W Irlandii uderzyło mnie jak luźno Irlandczycy podchodzą do swojej pracy. Dystans jest zdrowy, ale dla mnie momentami był aż zbyt duży. Nie powiedziałbym, że Irlandczycy są pracowici – miałem do czynienia z obcokrajowcami i oni pracowali z dużo większym zaangażowaniem. Symptom przyjezdnego, który musi więcej udowodnić? A może zbyt duży szok po pracy w ambitnej polskiej korporacji? Może, ale podejście Irlandczyków było momentami aż zbyt męczące, zarówno w firmie jak i „after hours”.
Z drugiej strony, w takim środowisku dużo łatwiej jest zadbać o równowagę między pracą a życiem prywatnym – a tego mi właśnie brakowało w Polsce. Dużo więcej zależało od podejścia pracownika, mniej było szarpania, za to więcej swobody. To był duży plus, o ile potrafiło się wyważyć te rzeczy.

Wrażenia z Microsoft Ireland?

Po przejściu trudnego cyklu rozmów kwalifikacyjnych i otrzymaniu oferty z Microsoftu, czułem się bardzo podobnie do pierwszych lat mojej zawodowej pracy w Polsce. Znowu: praca przy bardzo ciekawych i nowoczesnych technologiach, blisko produktu, na który czekało mnóstwo krytyków na całym świecie (a imię jego Microsoft Vista). Przychodząc do tak dużej korporacji zobaczyłem też, jak dużo rzeczy nie muszę się jeszcze nauczyć.
Pracowałem w niewielkim zespole, który budował wewnętrzny produkt właściwie od zera. Pracowało mi się tam dobrze, ale tęskniłem za trochę bardziej licznym teamem oraz chciałem mieć większy wpływ na produkt zewnętrzny. Praca przy narzędziach wewnątrzkorporacyjnych nie jest aż tak motywująca, jak „dłubanie” przy czymś, co będą używać klienci.

Podjęcie wyzwania za oceanem to był sposób na sprawdzenie własnych możliwości czy naturalny ciąg zdarzeń?

Trochę jedno i drugie razem wzięte. Znowu – czynników było wiele. Faktycznie, chciałem sobie udowodnić, iż fakt dostania się do Microsoftu nie był przypadkiem. Wewnętrzne rekrutacje w MS są równie ciężkie jak zewnętrzne, aplikując za ocean musiałem znowu przejść przez wszystkie etapy procesu rekrutacji. To było duże wyzwanie. Chciałem też więcej programować i dalej się rozwijać, poznawać nowe środowiska. Oferta w MS USA w dziale Macintosh Business Unit miała wszystkie te atrybuty. Poza tym, tytuł programisty Microsoftu dla platformy Apple – sama idea wydawała mi się warta zaryzykowania!
Poza tym, decyzja o wyjeździe z Irlandii nie była powodowana jedynie kwestiami zawodowymi. Z różnych innych powodów chcieliśmy zmienić otoczenie. Oczywiście, zmiana klimatu z mokrej Irlandii na słoneczną Kalifornię również było wielkim „za”.

W USA także pracujesz w Microsoft, czym się zajmujesz?

Jak już wspomniałem, pracuję w bardzo dziwnym dziale Microsoftu, który utrzymuje i rozwija MS Office na Maca. Jest to zupełnie inny team niż Office dla Windows, złożony z fanów technologii największego konkurenta na rynku systemów operacyjnych – Apple.
Mógłbym zażartować, że sensu istnienia tego działu nie rozumieją ani pozostali pracownicy Microsoftu, ani pracownicy Apple. Tym dziwniejsze jest to, że jest to dział bardzo dochodowy i prężny, jeden z najstarszych w firmie, a w dodatku mający doskonałe kontakty i relacje z firmą pana Jobsa.
Pracuję jako programista w zespole odpowiedzialnym za Microsoft Entourage, czyli Macowy odpowiednik Outlooka. Mimo, że pracuję tutaj całkiem niedługo, zagarnąłem już kilka arcyciekawych obszarów tego programu, jak obsługa kalendarza, współpraca z MS Exchange czy też wszystko co się wiąże z PKI (SSL, S/MIME). Programuję w C/C++, zahaczając coraz częściej o Objective-C.

Twoje biuro nie mieści się jednak w znanej wszystkim siedzibie Microsoft w Redmond, ale w Kaliforni, w „Dolinie Krzemowej”. Jak czuje się informatyk, pracujący i mieszkający w miejscu, gdzie „wszystko się zaczęło” i gdzie mają siedzibę światowi potentaci IT?

Świadomość bliskości firm-pionierów IT, siedzib znanych i wielkich firm z branży i namacalność całej historii z nimi związanej oczywiście jest odczuwalna i robi wrażenie. Codziennie przejeżdżając przez całą Dolinę – na trasie od San Francisco do San Jose – mam możliwość odkrywać to miejsce na nowo. Jest w tym coś motywującego i wciągającego, co również powoduje, że do pracy jeżdżę z przyjemnością. Unosi się tutaj swoisty duch sukcesu, który z jednej strony jest na wyciągnięcie, a z drugiej jest bardzo trudno osiągalny dla większości.
Nagromadzenie w jednym miejscu takiej dużej liczby geeków i nerdów ma też swoje minusy. Życie towarzyskie w tej części Kalifornii nie jest raczej zbyt bogate, kontakty z ludźmi kończą się na stopie zawodowej. W Irlandii było zupełnie pod tym względem inaczej.

Jakie to uczucie być jednym z tych, których kod jest używany przed setki milionów ludzi na całym świecie?

Stwierdzenie „setki milionów” jest w moim przypadku jeszcze przesadzone, pracuję nad nową wersją Microsoft Office 2008 dla Maca – na którą te „miliony” jeszcze czekają. Ale jeżeli pytasz o to, jak to jest pracować przy produkcie, który będzie używany na tak dużą skalę – trudno o coś bardziej motywującego. Rzadko kiedy programista ma aż tak duży wpływ na to, jak zostanie odebrany i jak będzie używany dany produkt. Dodatkowo, wszyscy wiemy jak postrzegane są produkty Microsoftu – krytyków liczących na każdy błąd i potknięcie jest aż nadto. Co więcej, środowisko fanów Apple jest jeszcze bardziej specyficzne: często czują potrzebę zrekompensowania sobie faktu, iż używają produktu Microsoftu, właśnie gorącą krytyką i wypatrywaniem błędów, usterek, niedociągnięć.
Świadomość pracy przy takim produkcie jest nie tylko motywująca, ale niesamowicie wpływa na moją samorealizację.

Plany na przyszłość?

Najbliższa przyszłość jest określona „releasem” Office 2008 dla Maca, chociaż w fazie planowania jest już kolejna wersja. Wkręciłem się i moje plany zawodowe wiążę z tym działem. Firmy rozmiaru Microsoftu dają wiele możliwości rozwoju, można wybierać i zmieniać ścieżki kariery w obrębie firmy. Ciągnie mnie w stronę kierowania zespołem, ale jest jeszcze dużo rzeczy, których muszę się nauczyć.

Dzięki za rozmowę.

*Jacek Suliga, lat 29, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, w Microsofcie od dwóch lat, żonaty. Poza informatyką interesuje się filmem, podróżami i nurkowaniem. „Interesowanie się” niekoniecznie idzie w parze z „realizowaniem”, wszak Ameryka nie słynie z długich urlopów, niestety… :-)

Profil Jacka na LinkedIn.

Spodziewajcie się więcej takich wywiadów. Mam na celowniku kilka innych osób :)

4 Responses to “Z punktu widzenia Mac’a w Microsoft - rozmowa z Jackiem Suligą”


  1. Gravatar Icon 1 Łukasz Foks

    Świetny wywiad Michale. Czekamy na kolejny ;-)

    Pozdrawiam
    Czytelnik, którego marzeniem jest praca w Microsoft
    Łukasz Foks.

  2. Gravatar Icon 2 savek / piotrek

    Ciekawy wywiad, z niecierpliwością czekam na kolejne.
    Pozdrawiam Piotr

  3. Gravatar Icon 3 Pawel Pabich

    Kojarze to nazwisko. Tak czy inaczej to nie pierwszy i pewnie nie ostatni czlowiek z UWr w Microsofcie :)

  4. Gravatar Icon 4 ptashek

    Ciekawa lektura :)

Leave a Reply




Disclaimer

All postings are provided "AS IS" with no warranties, and confer no rights. This weblog does not represent the thoughts, intentions, plans or strategies of Microsoft or any other company or organization. Because a weblog is intended to provide a semi-permanent point-in-time snapshot, you should not consider out of date posts to reflect current thoughts and opinions.
All software used by author of this blog come from legal sources.

Add to Technorati Favorites