Znów będzie o serwisie Flickr. Tym razem, w mojej opinii, posunęli się do granic zdrowego rozsądku (patrząc na to inaczej: granic głupoty) i wykazali się wręcz klasyczną cenzurą.
Poszło o to zdjęcie, zatytułowane Priscilla 1969 by Joseph Szabo
Kliknij na zdjęcie by zobaczyć większe.
Flickr, należący do Yahoo! posłuzył się prawem swojej firmy-matki i usunął zdjęcie argumentując, że zdjęcia palących lub pijących dzieci nie mają miejsca na żadnym z serwisów Yahoo!. Jak można było się spodziewać rozgorzała gorąca dyskusja: Since when has photo’s of kids pretending to smoke been banned on flickr? Po krótkim czasie i ta dyskusja musiała mieć swój koniec: forum zostało zamknięte.
Sam jestem fotografem, jedynie amatorem. Cenzura takich zdjęc to fatalna pomyłka, pozwolę sobie przytoczyć tylko kilka argumentów, których użył także Thomas Hawk, CEO konkurenta Flickera Zoomer’a.
Sprzedawanie czy częstowanie dzieci papierosami jest wykroczeniem. To jest prawo. Czy robienie zdjęcia, czyli dokumentowanie wykroczenia, może samo w sobie być wykroczeniem? Yahoo! staje się być ostrzejsze niż prawo, albowiem w żadnym kraju fotograf nie byłby ukarany za fotografię młodego palacza. To tak jak być ukaranym za zrobienie zdjęcia osobie przechodzącej przez ulicę w niedozwolonym miejscu, czy też obrazek przedstwiający nieletniego pijącego alkohol. Problem dla Yahoo! staje się większy, bo w USA alkoholu nie można spożywać do 21 roku życia ale w Europie jest to już 18 lat. To co w Europie byłoby udostępnione do publikowania, w Stanach miałoby być cenzurowane? Paranoja staje się rzeczywistością.
Ponadto, co jeśli się okaże, że dziewczynka z tego zdjęcia ma w ustach sztucznego papierosa, zabawkę. Co jeśli okaże się, że inny młodzieniec spożywa wodę z butelki po wkiskey?
Zdjęcie to jest z powrotem dostępne w serwisie. Ktoś zrozumiał problem?


Problem jest trudny, bo globalny, natomiast prawo amerykanskie, bo tam dziala Yahoo!. W kraju gdzie kazdy moze pozwac kazdego za cokolwiek, i wygrac niebagatelne odszkodowanie, nie powinno dziwic paranoiczne podejscie do wszystkiego, co potencjalnie narusza istniejace prawo.
Podejrzewam, ze ludzie z “flickr police”, poprzez prawnikow Yahoo! sprawdzili “szkodliwosc” owego zdjecia i dostali zielone swiatlo odnosnie dalszej publikacji.
Tak czy inaczej, caly ten aspekt moralno-policyjny jest pozbawiony jakiegokolwiek sensu w obliczu tego co na flickr mozna - zupelnie przypadkiem nawet - znalezc.
Prosty test: Znajdz dowolny akt na flickr, a pozniej zacznij zaglebiac sie w to co udostepniaja niektorzy z komentujacych. Wlos sie na glowie jezy… ale cenzura jakby spala.
W rozważaniach takich należy niewątpliwie rodzielić sfotografowanie (i podzielenie się ewentualnie w gronie znajomych) od publikacji-rozpowszechniania. Mamy i w Polsce wiele regulacji prawnych dotyczących np. reklamy i nie widziałbym powodu, dlaczego by rozróżniać status ewentualnych reklam Polmosu od fotki butelki wódki fotoamatora Iksińskiego, gdyby to, co więcej, stało na serwerze w Polsce. Można zacząć się zastanawiać nad sensem jakiejkolwiek cenzury w trosce o młode pokolenie zwykle zręcznie posługujące się Internetem i liberalizować ją zarówno w Internecie, jak i w realu.
Wspomniane zdjęcie to nawet nie kłopot prawny, tylko autocenzura Yahoo i z tą polityką trzeba się pogodzić, i ewentualnie przenieść się do innego usługodawcy.