Archive for wrzesień, 2007

Z punktu widzenia Mac’a w Microsoft - rozmowa z Jackiem Suligą

Michał Osmenda: Zacząłeś przygodę z profesjonalnym IT jeszcze w liceum - grafika, webdesign. Jak to się zaczęło i skąd to parcie na komputery?

Jacek Suliga*: „Parcie” na zawodowe zajmowanie się komputerami miałem od mojej pierwszej z nimi styczności. W bardzo odległych czasach jedynym sposobem na pozyskanie gier było albo nagrywanie ich z audycji radiowych, albo mozolne wpisywanie kodu BASIC z magazynów komputerowych. I to właśnie mnie fascynowało – możliwość wpisania magicznych sekwencji znaków, które zmuszały komputer do posłusznego wykonywania poleceń użytkownika.
Moja praca w liceum (oczywiście sezonowa i na kawałki etatu) wynikała z fascynacji siecią Internet, w którą wskoczyłem nad wyraz chętnie po krótkiej przygodzie z umierającym FIDO. Zaczęło się od prywatnej strony, która brała udział w wielu organizowanych wówczas konkursach, by przejść płynnie w niewielki biznes. Niestety, małe firmy szybko przegrały wyścig o klientów w sferze stron WWW. I dobrze, bo ja znowu chciałem robić coś innego.

Będąc studentem w ComputerLandzie…

Po skończeniu trzeciego roku studiów na Uniwersytecie Wrocławskim, postanowiłem zaryzykować i poszukać pracy na niepełny etat, by jak najszybciej zacząć zdobywać „prawdziwe” doświadczenie jako programista. Nie chciałem jednakże brać byle czego (wszak miałem jeszcze przed sobą dużo czasu), więc złożyłem moje studenckie CV w raptem pięć miejsc. Ostatecznie, po kilku rozmowach kwalifikacyjnych, zostałem zatrudniony przez wrocławski oddział ComputerLandu. Początkowo było to 3/4 etatu, jednak przed zakończeniem czwartego roku studiów przeszedłem na pełny etat. W ComputerLandzie (obecnie Sygnity) miałem okazję pracować przy niesamowicie interesujących i rozwijających projektach. Początkowo byłem programistą C/C++ w zespole rozwijającym system oddziałowy dla Narodowego Banku Polskiego, by po kilku latach zostać kierownikiem zespołu, który w międzyczasie zmienił technologię na Oracle. Pierwsze lata mojej pracy przynosiły mi tak wiele wewnętrznej satysfakcji, iż wiedziałem już, że trafiłem w dziesiątkę – i że to jest to, co chcę robić. Późniejszy czas tego nie zmienił, kształtował jedynie technologie jak i środowisko, w jakich chcę spełniać się zawodowo.

Skok za morze, a nawet dwa …

Na moją decyzję o wyjeździe z Polski wpłynęło kilka czynników. Zmęczenie pracą w coraz mniej sprzyjających warunkach było jednym z nich: nie czułem się dobrze odchodząc od C/C++ do technologii opartej o bazy i środowisko Oracle, dodatkowo atmosfera w pracy z różnych powodów (głównie wewnątrzpolitycznych) nie była już tak atrakcyjna. Mój „life-work balance” był mocno zachwiany, a dodając do tego spore problemy osobiste – czułem dużą potrzebę zmiany, wykonania zdecydowanego kroku w jakimkolwiek kierunku. Kusił mnie wyjazd za granicę, niestety liczba anglojęzycznych państw z otwartym rynkiem pracy dla Polaków jest nadal niewielka. Padło na Irlandię i Dublin.

Czytaj dalej ‘Z punktu widzenia Mac’a w Microsoft - rozmowa z Jackiem Suligą’

1000

Uwaga, będzie notka prywatna.

2 dni temu minęło 1000 dni, kiedy wylądowałem w Irlandii z zamiarami przeżycia nowej przygody i pomieszkania w innym kraju przez jakiś czas. Bilet w jedną stronę, plecak, adres na kawałku papieru. 1000 dni temu nie wiedziałem, że będzie to aż tak długi czas.

Nie wiedziałem wtedy także, co dokładnie przede mną. Miałem w kieszeni kontrakt z Dell’em, wiedziałem czym mam się zajmować i wiedziałem, że z głodu nie umrę. Los okazał się dużo bardziej przychylny.

1000 dni temu nie wiedziałem, że będę pomagał dużemu bankowi z UK postawić ich serwer Exchange na nogi, nie wiedziałem jak skonfigurować cluster z 8-ma serwerami. Nie wiedziałem dużo, jeszcze więcej się nawet nie spodziewałem. Tak było z Windows Vista i Office 2007 - wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę jednym z tych, którzy przyczynią się do stworzenia i wypuszczenia na rynek nowego systemu operacyjnego i moje nazwisko znajdzie się na liście “handcrafted by”. Nie przypuszczałem też wtedy, że moje narzędzie do zarządzania projektami będzie używane w centrali w Redmond.

Jestem jednym spośród tych 2 milionów, którzy wyjechali z Polski po 2004 roku. Jednym się udało, innym trochę mniej, część już wróciła, część wciąż się zastanawia, a pozostali myślą by zostać za granicą. Mógłbym sobie gdybać, czy gdybym został byłoby inaczej - czy wciąż jeździłbym Peugeot 206, zamiast Audi A4, mieszkał na Białołęce w Warszawie zamiast w Stepaside w Dublinie. Jestem jednym z tych, którzy żyją, pracują i uczą się w kraju, gdzie można realizować swoje ambicje, widzieć przyszłość przez różowe okulary, cieszyć się swoim hobby i nie narzekać z powodu 41% podatku. I to wszystko pomimo częstego deszczu, braku słońca i braku autostrad. I bez polityki…

Przez te dni poznałem niezwykłych ludzi. Polaków, Irlandczyków, Amerykanów, Hiszpanów,  Francuzów, Hindusów i wiele, wiele innych nacji, których nie jestem w stanie wyliczyć. Wszyscy okazali się wspaniałymi ludźmi, współpracownikami i kumplami. Mnóstwo spędzonego razem czasu, tysiące świetnych i szalonych pomysłów, mnóstwo przegadanych godzin, wieczorów, dni, hektolitry wypitego piwa. Nie życzyłbym sobie więcej.

Przede mną kolejne tysiąc(-e) dni. W kwietniu 2008 będę miał 28 lat i gotowy największy jak do tej pory projekt (wdrożenie), jaki kiedykolwiek prowadziłem. Kolejne dni pełne wyzwań i przygód.

Go gcuire Dia an t-ádh ort!

Jak zostać sławnym inaczej

Za górami, za lasami, w dalekiej Kanadzie była sobie pewna firma. Nazywała się WorkSpace. Wypożyczała ludziom swoje biura na różne spotkania. Firma ta miała zainstalowany w korytarzu komputer Apple. Stał on sobie w korytarzu i miał zainstalowaną małą aplikację o nazwie Flickrbooth. Aplikacja ta robiła zdjęcia za pomocą zainstalowanej na Mac’u kamerki i wysyłała je na pewne konto na Flickr. Pracownicy różnych firm robili sobie śmieszne zdjęcia, wysyłali na Flickr i wszyscy byli szczęśliwi.

Pewnej nocy niedobry złodziej ukradł Mac’a. Następne zdjęcie jakie ukazało się na Flickr wyglądało tak:

Czy ten Pan zasługuje na Nagrodę Darwina? Definitywnie tak!

Więcej tutaj i tutaj.

==update==

Sprawa się wyjaśniła.

Błędy, błędy, błędy

Znowu o Excel 2007. Tym razem ze strony tych, którzy Excela już używają.

W komórce napisz poniższą formułę:

=850*77.1

(użyj przecinka lub kropki w zależności od Twoich ustawień regionalnych, Polska = przecinek, kraje anglosaskie kropka).

Jaki otrzymałeś rezultat? 100000? Jest to błąd Excela. Wartością oczekiwaną było 65535.

Inne: błąd w notatniku

Na wybory tylko z Excelem

Ambasada RP w Dublinie w związku ze zbliżającymi się wyborami (dla będących szczęśliwymi w niewiedzy: datowane na 21.10.2007), udostępniła na swojej stronie internetowej formularz za pomocą którego można zapisać się na listę wyborców. Pozostałe metody, te klasyczne, obejmują rejestrację osobistą bądź przez telefon.

Prawda, że doskonałe ułatwienie? Nic bardziej mylnego! Aby skorzystać z udostępnionego tam formularza należy posiadać Microsoft Excel*. Jak dobrze się orientuję, Excel nie jest już dostępny indywidualnie, a jedynie w pakiecie Office. Więc aby skorzystać z formularza z ambasady trzeba posiadać pakiet Microsoft Office. Pakiet Office działa tylko na Windows.

Czy ambasada promuje Microsoft czy też to zwykłe lenistwo i bezmyślność pracowników organów państwowych? Jedno i drugie, pożałowania godne.

Pisałem kiedyś o zasadach, jakimi powinna kierować się administracja rządowa i samorządowa: neutralność, otwartość, przejrzystość, dostępność. Będę pisał to dotąd, dopóki nie przyniesie to zamierzonego efektu.

*wersja alternatywna to posiadanie pakietu Open Office




Disclaimer

All postings are provided "AS IS" with no warranties, and confer no rights. This weblog does not represent the thoughts, intentions, plans or strategies of Microsoft or any other company or organization. Because a weblog is intended to provide a semi-permanent point-in-time snapshot, you should not consider out of date posts to reflect current thoughts and opinions.
All software used by author of this blog come from legal sources.

Add to Technorati Favorites