Archive for kwiecień, 2007

OK, więc jest bug…

Od jakiegoś problemu miałem problem przy publikowaniu tego samego template z InfoPath na dwóch stronach opartych o Sharepoint. Po publikacji na drugiej stronie na pierwszej “automagicznie” znikały mi wszystkie kolumny z widoków i musiałem odtwarzać wszystkie widoki. Irytujące, kiedy wykorzystujesz te widoki na innych stronach.

Dziś dostałem informację, że zostało to “zbugowane”. Nie wiem kiedy doczeka się rozwiązania, niestety.

Obejściem na ten problem, o ile zmiany w template nie powodują dodawania nowych kolumn do widoków w Sharepoint, jest używanie widoku eksplorera w Sharepoint i kopiowanie formularzy InfoPath jako plików, a nie poprzez wykorzystanie publikacji z InfoPath.

Update, 16/04/2008

Bug doczeka się rozwiązania w kolejnej wersji Office.

MIX07 na żywo

Strumień 1, strumień 2 (w obu przypadkach wymagany Windows Media Player i dobre łącze, oba strumienie są 500 Kbps). Strumień 300Kbps, strumień 100 Kbps.

Jeśli nie wiesz co to MIX to się głośno do tego nie przyznawaj. Więcej informacji o konferencji na stronie Visit MIX07.

Prostota

Czasami po chwili refleksji dochodzimy do wniosku, że siła i jakość prostoty jest tak wielką przewagą nad bogactwem mnogich rozwiązań, że porzucamy w kąt 10 skomplikowanych technik by skorzystać z jednej, może niekoniecznie najłatwiejszej, ale skutecznej. To tak jak do wszystkich fragmentów teksu używać Word’a, kiedy notatnik otwiera się szybciej i zajmuje mniej pamięci.

Prostota rozwiązań ma jeszcze jedną ważną zaletę: w 10 systemach istnieje 10 możliwych punktów awarii, każda jedna powoduje całkowitą awarię. Przy jednym jest choćby mniej debugowania.

To zupełnie jak ze zdjęciem. Może to być zdjęcie HDR, gdzie ważna jest gama kolorów i każdy jeden szczegół obrazka, a może to być po prostu jedna linia i jakaś ciekawa faktura. I właśnie piękno takiego zdjęcia polega na jego prostocie.

a line

Microsoft i wirusy

Jeśli ktoś wciąż wątpi w działania Microsoftu na polu walki z wirusami polecam nową stronę Microsoft Malware Protection Center. Znajdują się tam informacje o najnowszych zagrożeniach łącznie ze szczegółowymi instrukcjami metod “zakażenia” i usuwania szkodników.

Muszę przyznać, że koledzy z działu AV odwalili kawał dobrej roboty.

MSSDev Days 2007 oczami gościa z zagranicy

Obiecałem napisać jak wypadła konferencja MSSDD 2007 w porównaniu z tym co widziałem za granicą. Skoro obiecałem, to obietnicy dotrzymuję.

Warszawska konferencja Microsoft Security Summit & Developer Days 2007 odbywała się w dniach 25-26 kwietnia w hotelu Gromada w Warszawie. Dedykowana “administratorom IT i programistom oraz wszystkim tym, którzy zdecydują się pogłębić swoją techniczną wiedzę o najnowszych technologiach informatycznych w branży IT” (cytuję za mssdevdays.pl). Program zapowiadał się naprawdę ciekawie - tematy dotyczące zagadnień bezpieczeństwa, narzędzi programistycznych, zarządzania serwerami, wirtualizacji a przede wszystkim dużo nowinek na temat Windows Codename Longhorn (btw, strona do której linkuję wygląda inaczej na FF, a inaczej na IE).

Coś co mnie w pierwszym momencie uderzyło to sposób w jaki traktowani byli goście. Każdy z nas dostał kartę (badge) z imieniem i nazwiskiem i … kodem paskowym, który musiał być skanowany przy wejściu i wyjściu na konferencję i na każdą z prelekcji. Trochę to dziwne, kiedy jestem rozpoznawany po kodzie paskowym, a nie po imieniu i nazwisku, czy nazwie firmy, którą reprezentuję. Rozumiem zalety takiego rozwiązania - porządek w sesjach (które każdy musiał sobie wybrać podczas rejestracji; bez rejestracji nie można było wejść na sesje), bezpieczeństwo gości i mówców, w końcu nikt niepowołany na konferencję się nie dostanie. Jednak ten kod paskowy przybliżył mnie do towarów w Tesco niż do tego po co na konferencję przyjechałem: posłuchać, nauczyć się, otworzyć szerzej oczy. Byłem już na konferencjach, gdzie takie rozwiązania też były stosowane, ale nie było to aż tak nachalne - nie było potrzeby ciągłego “logowania się do systemu”. Ponadto byłoby o wiele lepiej, gdyby na tych kartach, oprócz kodu paskowego znajdowała się nazwa firmy. Wbrew pozorom to wręcz prowokuje do rozmowy i zadawania pytań.

Z kodem paskowym zresztą wiązała się dość ciekawa historia. Przez dwa dni konferencji byłem gościem hotelu Gromada, pierwsze piętro, pokój 154. Kiedy w połowie dnia pierwszego próbowałem dostać się do swojego pokoju zostałem poproszony o pokazania identyfikatora konferencji (by przejść do mojej części hotelu musiałem przejść przez obszar, gdzie konferencja się odbywała). Okazało się, że miła pani hostessa mnie nie przepuści dopóki nie pokażę karty z kodem paskowym. Zapytałem co w sytuacji, kiedy mieszkam w tym hotelu i posiadam inną kartę, tę do otwierania drzwi mojego pokoju. Pani hostessa wciąż stała przy swoim i prosiła o kod paskowy. Musiałem ulec urokowi tej perswazji. Wniosek: w mojej części hotelu musiały mieszkać tylko te osoby, które jednocześnie były gośćmi konferencji. Inaczej w godzinach 09:00-17:00 obowiązywał zakaz dostępu do pokoju hotelowego.

Kolejną sprawą były prelekcje. Z moich dotychczasowych obserwacji różnych konferencji i tych polskich i tych zagranicznych, można wysnuć pewien ciekawy wniosek: polscy mówcy są realistami bądź nawet pesymistami, a ich zagraniczni koledzy to hurra-optymiści.
Przykład? W Polsce brzmi to tak: “W Longhorn Server Microsoft w końcu umieścił wszystkie narzędzia do konfiguracji i monitoringu serwera w jednym miejscu”. Za granicą brzmi to tak: “Longorn Server daje administratorom nowe, dostępne z jednego miejsca, doskonałe narzędzia do zarządzania i monitoringu pracy serwera”. Polska: “Nie wiem skąd wirtualizacja aplikacji znalazła się na tym slajdzie”, za granicą: “Jest też wirtualizacja aplikacji, ale skupmy się na trzech pozostałych metodach”. Czy widzicie różnicę?
Tą atmosferę chłodnego realizmu rozwiał na samo zakończenie konferencji Dariusz Korzun, szef grupy serwerów infrastrukturalnych w polskim oddziale firmy Microsoft: “Z Longhorn nie będzie problemów”.

Dziwnie, przynajmniej w moim mniemaniu, obsługa techniczna podeszła do kwestii korzystania z Internetu na udostępnionych w “sali Intel” komputerach. By skorzystać z bardzo mocno ograniczonego dostępu do sieci każdy z chętnych musiał się zalogować najpierw do serwera terminalowego opartego zresztą na Longhornie. Ograniczenia, dość śmieszne ale uciążliwe polegały między innymi na blokowaniu klikania w linki na stronach. By przejść z jednej do drugiej strony trzeba było skopiować URL i wkleić na osobnej zakładce. Jaki to miało sens? Korzystanie z WiFi też było nieco pod górkę - najpierw sieć z hasłem dostępowym, później utworzenie połączenia VPN z moim numerkiem na karcie wstępu i hasłem, którym było moje imie i dwie pierwsze litery nazwiska pisane małymi literami. Wiem, wiem, sala była pełna ITpro, więc żaden to problem potrenować zestawianie połączeń VPN.
Na zeszłorocznej konferencji Microsoftu na Croke Park [1] dostępnych było ponad 100 komputerów z zainstalowanymi Windows Vista + Office 2007 i podłączonych do Internetu. Nikt nie musiał się logować, żadnych sesji terminalowych. Gładko i przyjemnie.

Żadna z sesji, na których byłem nie miała w sobie jakiegoś małego wydarzenia, które pozwalałoby ją zapamiętać na długi czas, żadna nie powodowała gromkich braw ani burzy śmiechu (poza sesją generalną z wystąpieniem Steve Ballmera). A wystarczy, tak jak znam to choćby z Irlandii, z sesji Technetowych, że pokaże się coś, czego nie ma w dokumentacji, jakiś mały sprytny skrypt, coś co będzie dopiero dostępne za miesiąc, rok, etc, coś co sprawia, że nagle sesja nabiera rumieńców i każdy ITpro znów odkrywa jakąś tajemną sferę semi-hack. Pamiętam, że na jednej z ostatnich konferencji dotyczących wirtualizacji ilość rad, sprytnych sztuczek i bogatego doświadczenia osoby prezentującej sprawiła, że zapisałem aż 11 stron notatnika. Taką sztukę prezentacji pokazuje Rafał Łukawiecki, zawsze z wielką przyjemnością słucham co ma do powiedzenia. Tutaj było jednak inaczej.

Wiem, że ten post nie jest po drodze moim kolegom z Warszawy, którzy włożyli dużo czasu i pracy w organizację całego przedsięwzięcia. Chwała im za to, w moim mniemaniu konferencja udała się znakomicie, można było nauczyć czegoś nowego, porozmawiać o IT z profesjonalistami i posłuchać człowieka, który krzyczał kiedyś “developers, developers, developers”. Oby takich imprez było więcej! Ale gdyby wszyscy powiedzieli, że było super, czy można byłoby oczekiwać, że następne będą lepsze?




Disclaimer

All postings are provided "AS IS" with no warranties, and confer no rights. This weblog does not represent the thoughts, intentions, plans or strategies of Microsoft or any other company or organization. Because a weblog is intended to provide a semi-permanent point-in-time snapshot, you should not consider out of date posts to reflect current thoughts and opinions.
All software used by author of this blog come from legal sources.

Add to Technorati Favorites