IDG opublikowało 2 dni temu artykuł ("W Mozillę warto wkładać gotówkę!", 04.01.2007), w którym autor, pan Łukasz Bigo powołując się na bliżej nie określone źródła sugeruje inwestycje w Mozilla Corporation jako wybitnie dochodową, bardziej niż Microsoft (MSFT) czy Red Hat (RHT). Jak informuje autor, przychody tej firmy w roku 2005 wyniosły 53 miliony dolarów, co dawałoby 84 centy w każdy zainwestowany dolar. Wynik dość dobry, zważywszy, że firma została zarejestrowania zaledwie w sierpniu 2005.
Jednakże biorąc pod uwagę, że firma Mozilla Corporation nie jest publiczną spółką akcyjną, stawia to jakiekolwiek inwestycje pod znakiem zapytania. M. F. Technologies, bo taka była zarejestrowana nazwa firmy, zmieniona później na Mozilla Corporation, wypuściła 1000 akcji o wartosci $0.01 każda, co daje $10 kapitału początkowego. 100% właścicielem Mozilla Corp. jest Mozilla Foundation.
Jak zostało to określone w artykule w MozillaZine:
The Mozilla Foundation will ultimately control the activities of the Mozilla Corporation and will retain its 100 percent ownership of the new subsidiary. Any profits made by the Mozilla Corporation will be invested back into the Mozilla project. There will be no shareholders, no stock options will be issued and no dividends will be paid. The Mozilla Corporation will not be floating on the stock market and it will be impossible for any company to take over or buy a stake in the subsidiary. The Mozilla Foundation will continue to own the Mozilla trademarks and other intellectual property and will license them to the Mozilla Corporation. The Foundation will also continue to govern the source code repository and control who is allowed to check in.
Innymi słowy, akcji nie ma, nie ma inwestorów i nie ma dywidend. I nie ma też 83 centów na każdym zainwestowanym dolarze.
Z czego właściwie utrzymuje się Mozilla Corporation? Firma zatrudnia ponad 60 pracowników, z czego kilku z nich, na czele z głównym programistą Benem Goodgerem dostaje pensję z ... Google. Sama przeglądarka zarabia pieniądze z tego, że użytkownicy wykorzystują ... Google do wyszukiwania. Każde przekierowanie to zysk Mozilla Corp., choć żadna z zainteresowanych firm nie zdradza jak duży. (źródło: Mozilla's Millions? z InternetNews.com)
Więc mamy firmę, która nie do końca wiadomo jak zarabia pieniądze, nie ma akcji, nie chce inwestorów i w 100% należy do fundacji. Skąd zatem IDG czerpie swoje informacje? I skąd potencjalni inwestorzy mieliby te 84 centy?
W przeciwieństwie do Mozilla Corporation, spółki giełdowe Microsoft czy Red Hat dzielą się zyskami i to całkiem niezłymi - w tym samym roku 2005 firmy zarobiły (net profit) odpowiednio 12,254 i 45 milionów dolarów.


No tak - pracownicy mają ‘wbudowane’ opcje na akcje
Ale serio, bo chyba nie mogę załapać - jaki jest wypowiedź tego wpisu? Riddicule IDG? Łukasz jest czasem ‘kontrowersyjny’ i taka jego uroda. M$ jest lepsze niż anything else? (chociaż tu specjalnie chyba wprowadziłes RHT, żeby nie było, że tylko na M$ da się zarobić ;-))
Od poczatku kiedy tylko zobaczylem ten artykul wydawalo mi sie, ze autor koniecznie chce udowodnic teze, iz na darmowym mozna zarobic. Chcialem nieco zburzyc ten dziwny przesad. Poza tym, zarobic mozna tylko na spolkach gieldowych, a taka Mozilla Corp nie jest. A co do pracownikow, to chcialbys dostac np. 5 akcji $0.01 kazda?
M$ to kierunek, który wielu klientów akceptuje. Jako inwestor szanowałbym ich wybór. Sam jestem jednak również użytkownikiem i … jak nie muszę … wybieram co innego niż M$. Wiele bzdur o Open Source już słyszałem … ale to co przeczytałem tutaj … no cóż no comments… ale żeby nie pozostać bezstronny Michale, gdyby jakiś inwestor zainwestował w M$ gdzieś między 1998 a 2000 rokiem w M$ to jego zwrot z kapitału byłby ujemny ..
Zobaczcie sami: http://www.google.com/finance?q=MSFT Jest wiele pomysłów na biznes a inwestowanie jest niełatwą sztuką. Zobaczcie na 5% Ownership M$ … tutaj
TO JEST INWESTOR … co? Fajnie by było gdyby mi też się kiedyś tak udało … nie każdemu jest to dane. Choć M$ wspiera różne organizacje pożytku publicznego, to M$ prezentuje tradycyjne podejście biznesowe … preferuje bardziej mieć niż być.
Open Source jest podejściem, które w wielu wypadkach się sprawdza, ale nie zawsze … jest wiele bubli Open Sourcowych … i chociaż sam kod jest bezpłatny to wybranie perełek wymaga wiedzy, jest często dość trudne i czasochłonne … a więc nie bezpłatne bo czas to pieniądz …
Doliczmy do tego jeszcze instalację, maintenance, support, który w takich wypadkach robimy sami …
.. specjaliści mówią o TCO Total Cosf of Ownership … często w przypadku OpenSource jest większy niż w przypadku komercyjnego podejścia …. wszystko zależy od zaufania, relacji i wiedzy partnerów, przyzwyczajeń, skali działania i jeszcze paru innych parametrów …
Uważam że oba podejścia są słuszne bo oba znajdowały, znajdują i będą znajdować klientów a Open Source … cóż … w końcu ruch ten powstał wśród wysokiej klasy idealistów i specjalistów, którzy nie akceptowali nachalnego komarcjalizmu naszych czasów. Byli wystarczająco wytrwali i przekonywujący aby inspirować i pobudzać całe rzesze informatyków, … ale również i biznesmenów i marketingowców, którzy robią nowe modele biznesu oparte o oprogramowanie z otwartym kodem źródłowym …
W każdym razie Ci Ojcowie Open Sourca bardziej byli niż mieli.
Ja widzę dwa podejścia biznesowe, obydwa mające wiele zalet i wad …
Niektórzy na przykład piszą do gazety aby zarabiać na życie … niekoniecznie prawdę … ważne aby to się dobrze czytało i było intrygujące … wtedy się sprzeda … czy na prawdę tego chcemy … ?
To jest prawidłowy link … do 5% MSFT Ownership
Coś nie tak z tym linkiem … ale Ci co chą wiedzieć poświęcą trochę czasu aby znaleść 5% MSFT Ownership
Lubie czytać Twojego Bloga !
Danielu, ja nie kwestionuje pozycji rynkowej OpenSource czy firm na tym zarabiajacych. Tylko i wylacznie odnioslem sie do zrodel artykulu, ktore wydaly mi sie malo wiarygodne.
Zapewne nie byloby tego komentarza o OpenSouce gdybym podal linki do danych gieldowych firm nie bedacych frontem w wojnie closed-open souce, jak HP, Dell czy Lenovo.
Dziękuję za uwagę. Odnośnie zarobków Mozilli - proszę zwrócić się do p. Bogusławy Sipory, która odpowiada za PR korporacji i fundacji w POlsce.
/Ł
Ps. Zauważyłem drobny problem z Pana programem antyspamowym. Wysłał Pan do mnie e-mail, ale ja musiałem się uwierzytelnić, żeby nań odpowiedzieć - zdawało mi się, że system powinien być inteligentny i uczyć się, kto jest godnym zaufania odbiorcą…
„ ja musiałem się uwierzytelnić, żeby nań odpowiedzieć - zdawało mi się, że system powinien być inteligentny i uczyć się, kto jest godnym zaufania odbiorcą…”
Ja również…
Opera, z której pisałam, automatycznie umieściła autoresponder w folderze ze spamem i gdyby nie równolegle włączony OE byłabym się nie zorientowała.
Dodam, że klient pocztowy Opery nie był wyuczony w tym kierunku, a jest inteligentny i uczy się na podstawie wskazówek użytkownika.
Dzieki za komentarze. Ten system jest bardzo kulawy, ale dlatego ze jest totalna zapora, mam czysta skrzynke. Codziennie natomiast przegladam liste tego co przychodzi do osobnej spam-skrzynki i co spamem nie jest - przepuszczam albo dodaje do bialej listy. Co do wymagan do programu antyspamowego, coz, mam do tego systemu wiele uwag, ale najwazniejsze ze dziala.
„natomiast przegladam liste tego co przychodzi do osobnej spam-skrzynki i co spamem nie jest”
Co do uważności tego zabiegu mam pewne wątpliwości.
Ja również to robię i dzięki temu napisałam, że autoresponder znalazł się w folderze ze spamem.
Nasuwa się pytanie:
Dlaczego twórcy Opery z punktu zaprogramowali ów responder jako SPAM?