Pisałem kiedyś, jakto byłoby miło, gdyby tak wszystko przez Internet można byłoby załatwić. Wizja bankowości, urzędów, zakupów spowodowała nawet, że wysiliłem się na dość przydługiego posta pt. “Społeczeństwo informacyjne - mój komentarz“. Raz po raz wracam marzeniami do tej chwili, opisując kolejne przypadki otwarcia oczu na sprawy oczywiste - można szybciej i taniej obsłużyć petenta, kiedy ten korzysta z narzędzi online niż wysługując się pijącym kawę urzędasem.
Z zeszłym tygodniu do grona krajów, które wykorzystały zdobycze IT do przybliżenia urzędów zwykłym ludziom w mojej czysto subiektywnej ocenie dołączyła Australia.
Historia, dość krótka, zaczęła się od mojego widzimisia zdobycia wizy turystycznej do tegoż pięknego kraju. Zacząłem więc od Internetu i jak się okazało na nim poprzestałem, bo nic więcej robić nie musiałem. Procedura zaczyna się na stronie Department of Immigration and Multicultural Affairs. Wypełnia się formularz odpowiadając na pytania i uiszczając opłatę 42 dolarów australijskich (AUD), co wychodzi około 25 euro. Na końcu formularza dostaje się numer identyfikacyjny (taki “numerek do okienka”), który jest także przesyłany na emaila (ważne jest by go podać!). Po dwóch dniach dostałem kolejnego emaila od miłej pani z prośba o dosłanie zeskanowanego potwierdzenia zatrudnienia i ilości dni urlopu, jakie mam do wykorzystania w roku 2007 (w którym to planuję wycieczkę do Australii). Tego samego dnia dostałem takie pisemko z HR i wysłałem. Po kolejnych dwóch dniach dostałem informację, że wiza została przyznana i bym oczekiwał na … jej numer! Nie musiałem długo czekać, bo po kilku godzinach dostałem “oficjalny email” z potwierdzeniem numeru. Numer, bo wiza, jaką znamy np. z ambasady USA w Australii nie jest stosowana. Oni potrafią sobie zweryfikować na podstawie choćby mojego numeru paszportu czy wolno mi wjechać do ich kraju czy nie. I tyle! Żadnych wizyt w ambasadzie (Londyn), żadnego stania w kolejkach i przygotowywania szczegółowego planu podróży, żadnych potwierdzeń z hoteli, etc.
Czyż to nie jest fantastyczne? Czekam z ustęsknieniem na kolejne urzędy, firmy, kraje!
Słowniczek trudnych pojęć: oficjalny email - coś czego urzędnik w Polsce zbyt szybko nie wyśle, bo ustawa o podpisie elektronicznym wciąż jest martwa

Z jednej strony fajnie ze mozna wszystko zalatwic przez internet, ale zeby sie tyle palowac w zwiazku ze zwykla wiza turystyczna to juz przesada. Zreszta USA nie jest lepsze……
W ambasadzie USA musisz sie spowiadac z tego gdzie z kim i za ile. Zreszta, to wie kazdy, kto sie staral, dostal czy nie dostal.
A panienki po drugiej stronie i tak zapijają kawkę. tylko tego nie widać i nie pachnie petentom
Jednakże to i owo - co prawda nie do końca - już dziś można mailowo załatwić.
Trochę te “mejliki” nienajzgrabniejsze; razi mnie np. w powitaniu: “Dzień dobry!”, wolę cokolwiek innego. Ważne jednak, że zaczyna działać.
Tylko nie mam pojęcia, co myśleć o wysokości urzędowej opłaty, jak ona się ma do załatwienia sprawy sposobem tradycyjnym?