Aplikacje, które wszyscy używamy na codzień można podzielić na dwie grupy: oficjalne, takie które mają wsparcie działu IT i mniej oficjalne - makra, małe programiki shareware czy freeware, które ułatwiają codzienne zadania, a o których napisanie dział IT prosimy się od kilku miesięcy. Te ostatnie programiki nazywają się czasami shadow apps.
Czasami jednak te programiki stają się kluczowymi narzędziami codziennej pracy, bez których sporządzenie raportu potrwałoby 3 razy dłużej. Wtedy pojawia się problem. Audyt. Co zrobić by zachować pozory pracy, a mimo wszystko nie mieć listy programów, które trzeba będzie wyrzucić lub napisać ISO-podobną dokumentację i przeszkolić dział IT by mieć oficjalne wsparcie?
Ja jeszcze nie wiem. Ale w międzyczasie piszę kolejny programik, tym razem parsera XML, który porównuje to co ma z wynikami z bazy danych.
Linki:

Co do audytu to i ja się czasem zastanawiam co robić. Choć nie powiem firma się stara i kilka programów kupiła. Jednak większość softu do zarządzania stacjami piszę sobie sam (za dużo powiedziane - są to po prostu skrypty cmd). A jeśli musze mieć jakiegoś EXEka to albo szukam czegoś na licencji GPL albo przynajmniej freeware i w wersji dającej się zrobić jako “portable”
Ja sobie nie wyobrazam, zebym nie mogl instalowac tego co chce, oczywiscie mowimy tylko o legalnym sofcie. Srednio instaluje 2 calkowicie nowe aplikacje dziennie.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo sie ciesze, ze nie pracuje juz w takim srodowisku. Nie ma nic gorszego niz korporacje. W UCD moge sobie instalowac co zechce, byle bylo to legalne. Jesli cos mi ulatwia prace, to firma sie tylko cieszy bo wzrasta wydajnosc.
Poza tym sporo “softu” pisze sobie sam, podobnie jak fascik.