Znajomy podesłał mi linka do informacji zamieszczonej w Interia.pl: Irlandczycy ruszą za pracą do Polski? Rzecz o nowej inwestycji Dell’a - tym razem pod Łodzią. Będzie to druga, po Limerick w zachodniej Irlandii, montownia komputerów w Europie. Kierownictwo firmy wysłało zapytanie do niektórych pracowników czy nie chcieliby się przenieść do Polski.
A teraz, nie byłbym sobą gdybym nie sprostował kilku hurra-optymistycznych bzdur napisanych w tejże notatce prasowej:
- Amerykanie chcą zainwestować w Polsce 120 mln euro. Oznacza to kilka tysięcy miejsc pracy dla inżynierów i informatyków.
Nie wiem jak to policzyli, bo nie ma czystej przekładni z ilości zainwestowanych pieniędzy na stanowiska pracy, szczególnie kiedy fabryka jeszcze nie stanęła. Ponadto, owa fabryka to jest czysta linia produkcyjna - weź obudowę, wsadź tam płytę główną, przykręć, etc. To będzie ostatnia praca jakiej inżynier, informatyk czy inżynier-informatyk będzie szukał.
- Zaplecze w Łodzi dla Della jest, bo uczy się tu 106 tys. studentów. Takie kierunki jak informatyka i elektronika prowadzi nie tylko Politechnika Łódzka, ale także trzy szkoły prywatne.
I czego Ci studenci się uczą co może pomóc Dell’owi? Jak szybciej przykręcać śrubki czy jak szybciej montować procesory? W Dellu nie ma specjalnie miejsca na innowacje, zasada jest dość prosta, by nie powiedzieć banalna: jak najtaniej kupić, zmontować by jak najdrożej sprzedać (gdzie słówko najdrożej jest stale weryfikowane i ciśnięte w dół przez dział sprzedaży i marketingu)
Ciekawą pracą dla informatyków mogłaby być obsługa informatyczna tego molocha, ale to liczba etatów nie będzie szła w tysiące, ale najwyżej w dziesiątki. Co więksi optymiści mogliby myśleć o powstaniu ośrodka rozwoju i projektów, ale to też co najwyżej dziesiątki etatów, bo na pewno nie setki.
A skąd to wiem? Bo pracowałem w Dell’u, na szczęście w Cherrywood, a nie w Limerick. I bynajmniej nie była to linia produkcyjna.
Jeden komentarz do mojego posta pt. “Podsumowania nadszedł czas” bardzo dobrze oddaje atmosferę pracy w Limerick (kiedyś Łódź):
[...] ja pracowalem w Dellu rowniez w Irlandii tylko ze w Limerick w budynku Emf1 na dziale Arb i powiem Ci tak. Zeby pracowac w Dellu Hellu
nie trzeba sie ksztalcic Irlandczycy nie patrza na wyksztalcenie tylko czy sie dogadasz a wsumike i tak czym mniej qmaty jestes tym masz wiesksze szanse. Interview to skladanie pompki i nauczenie sie 13 czesci tzn ich nazw na pamiec ale ja np pracowalem z gosciem ktory nie umial ani czytac ani pisac wiec wiesz:D [...]
pisownia oryginalna
Update 02/08/2006:
Pierwsza informacja prasowa ukazała się w Irish Examiner.
MyHome.ie - popularna w Irlandii witryna-agregator założona przez trzy agencje nieruchomości została sprzedana za 50 mln euro! Kupującym okazał się być Irish Times.
Strona jest niczym innym jak agregatorem ofert agencji nieruchomości plus dodatkowe informacje dot. finansów i porad prawnych.
Jednak można zarobić na stosunkowo prostej stronie, która jest jedynie skupiskiem kilku innych - tak jak daft.ie, który jest obecnie wyceniany na grube miliony euro.
Źródło: Damian Mulley blog
Wiele osób pamięta w jaki sposób dystrybuowany był SP2 dla Windows XP i dlaczego program do blokowania instalacji tej mega poprawki z WU (nie było jeszcze wtedy Microsoft Update) był przydatny.
W związku z opublikowaniem zapowiedzi dystrybuowania IE7 poprzez WU/MU został też opublikowany Blocker Tookit do zablokowania instalacji przeglądarki.
Więcej na blogu zespołu IE.
Oto jakiego posta dziś znalazłem na Channel9:
Posted by sysrpl // Thu, Jul 20, 2006 10:18 AM
Dear Microsoft,
I’m sorry. I’m sorry I dissed you over the years complaining about your monopolistic business practices. I’m sorry I complained about your non standards compliance, your focus on adding fading menus, cursor shadows, and transparent window support. You were right, I was wrong. Is letter this a joke? Sadly no.
Why am I apologizing to Microsoft now? I’ll tell you why. I have just come off a month long stint trying to live with Linux on the desktop. I have come back to Windows and ditched my Linux desktop.
This was after I was forced to google for a solution, download extra software, and search for the right text files to edit to allow Linux to run at my new Dell laptop to run at its native 1200×800 resolution. This was after I had to google for a solution, download extra software, and search for the right text files to edit to allow Linux to connect to my wireless router with WPA-PSK security enabled. This was after experiencing various unexplained problems of my wireless network stopping or slowing down. This was after I struggled to get my system to play multiple video formats. This was after I struggled to get video to work in web pages. This was after I was disappointed to find that flash 8 wasn’t supported. This was after I experienced the unexplained loss of sound when trying to watch videos online. This was after I struggled to get mid files to play. This was after rogue processes locked up my window manager, forcing me to reset. This was after my window manager refused to start when I selected the Crux theme. This was after my distro automatically downloaded updates and in the process removed my desktop manager. This was after chatting with Linux users on irc and receiving replies like “why are you complaining, it’s free software” and “just re-install”. This was after giving up my quest to find a decent windowed text editor which supported the system clipboard and allowed you to record, save, and playback keyboard macros. This was after I struggled to fix monodoc’s unexplained random crashes and isolated the error in my distro’s faulty glibc library. This was after unsuccessfully struggling to find old versions of some libraries to compile f-spot.
It’s not that I couldn’t get Linux to work, it’s that it takes too much of my time to get Linux to work. I realize now, back in Windows, how nice it is to not have to worry about any of those things. I realize now, back in Windows, how great Textpad really is. I realize now, back in Windows, what a well behaved wireless network connection is.
I’m sorry Microsoft. I apologize for disrespecting you.
Z jednej strony faceta jakoś rozumiem, sam wczoraj stoczyłem batalię z Ubuntu i kartą WLAN. Walkę przegrałem, ale chyba tylko dlatego, że mi się śpieszyło. I właśnie tą batalię przegrywają wszyscy “użytkownicy” Linuxów - na Windows wiele rzeczy można zrobić szybciej, bez kompilowania, ściągania i kompilowania, walki z bibliotekami. Tak jak ze wspomnianym powyżej Flash8. Na Linuxie nie działa. Bo nie został na Linuxa (jeszcze) napisany.
Niedawno odkryty przeze mnie blog twórców WGA dostarczył 3 dni temu ciekawej informacji: 1 na 5 komputerów z zainstalowanym WGA nie przechodzi weryfikacji! Zważywszy, że liczbie instalacji WGA “stuknęło” już 300 milionów to dość pokaźna liczba potencjalnych piratów. Dlaczego potencjalnych? Ponieważ twórcy WGA odkryli, że w czasie weryfikacji mogą występować błędy, które sugerują jakoby zainstalowany system operacyjny był skradziony (tzw. false positive). Oczywiście, nie wszystkie false positive są błędami WGA …
Z innych ciekawostek, jakie udało się “uzbierać” w trakcie analizy wyników WGA było, że jeden skradziony numer z licencji akademickiej z USA udało się znaleźć na ponad milionie komputerów w Chinach.
Więcej: When a ‘False Positive’ isn’t a false positive
Ostatnie komentarze