Przyzwyczailiśmy się do tego, że oprogramowanie darmowe nic nie kosztuje. Ściągamy, instalujemy i korzystamy z darmowego oprogramowania za darmo. Tu nie ma ukrytych kosztów, małej czcionki, rachunków czy abonamentów.
Byśmy mogli korzystać z darmowego oprogramowania, ktoś je musi wcześniej zaprojektować, napisać i przetestować. Chwała tym, którzy robią to za darmo. Ale jak się okazuje, tych chwalebnych jest całkiem mało.
Na odbywającej się właśnie konferencji linux.conf.au (18-23/01/2010) w Wellington, Nowa Zelandia, Jonathan Corbet, założyciel lwn.net i programista jądra Linuxa przedstawił statystyki dotyczące źródeł powstawania jądra.
Okazuje się, że 18% programistów pracujących nad jądrami w wersjach od 2.6.28 do 2.6.32 nie robiło tego dla żadnej firmy. 7% programistów nie odpowiedziało na ankietę, natomiast aż 75% pisało kod, ponieważ było im za to płacone. Z tej grupy programiści Red Hat stanowili 12%, za programistami z Intela (8%), IBM i Novell (6% każdy) i Oracle (3%).
Każda z tych firm ma swój własny interes w rozwoju Linuxa. Na własne sposoby potrafią wykorzystać darmowe oprogramowanie z otwartym kodem do generowania przychodów.I dzięki temu, że potrafią na Linuxie zarobić mogą dalej rozwijać ten system.
Zaryzykuję twierdzenie, że bez firm takich jak Red Hat, Oracle, IBM, Intel czy Novell, Linux nie byłby tak szybko rozwijany jak dzisiaj. Innymi słowy, bez pieniędzy nie można tworzyć i rozwijać darmowego oprogramowania.
Do uzasadnienia tej tezy wykorzystam przykład z polskiego podwórka. Od 2007 roku dostępna jest pełna dokumentacja protokołu KSI do przekazywania danych do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. O upublicznienie dokumentacji walczył w sądzie Sergiusz Pawłowicz. Udało się. Ostateczne uzasadnienie wyroku i upublicznienie protokołu KSI miało miejsce w 2007 roku. Otworzyło to drogę do napisania alternatyw do preferowanego przez ZUS oprogramowania Płatnik, który jest dostępny tylko na system Microsoft Windows.
Od 2007 nie stało się nic. Żadna firma, żaden programista nie opublikował w pełni działającej, "produkcyjnej" wersji alternatywy dla ZUS'owskiego Płatnika. Kurzy się, rozwijany od 1999 roku, projekt Janosik. Strona janosik.net nie miała żadnych zmian do 2007 roku. Wiki Janosika ma artykuły "w opracowaniu".
Walka środowiska wspierającego ruch wolnego oprogramowania poszła w gwizdek, bo nie było nikogo, kto zainwestowałby czas, a przede wszystkim pieniądze w rozwój alternatyw. Akcja jak najbardziej potrzebna, podkreślająca konieczność otwartych protokołów i technologii w administracji nie ma wsparcia biznesu. Przez to zostaje na łasce hobbystów i wieczornych, domowych programistów. A Ci, mają inne plany niż rozwijanie takich projektów jak Janosik.
Można mówić o straconym potencjale i szansie, której nikt nie wykorzystał. Ale jednocześnie można też mówić o problemie, z którym boryka się wolne oprogramowanie: brak wsparcia biznesu, brak źródła finansowania, co z kolei zabija rozwój.
Ostatnie komentarze